
Powiedział jej, że musi się na trochę oderwać od pracy, wyrusza więc na ryby dalej w dolinę, i wtedy dostrzegł w jej oczach błysk podejrzliwości. Od nowa zaczął się zastanawiać. A kiedy odkrył, że ukochana dokładnie sprawdziła bilet, chcąc przekonać się, czy rzeczywiście chodzi o wyjazd na północ, a nie na południe w rodzinne strony, poczuł, że sytuacja naprawdę jest nieprzyjemna. Dłużej nie może tak być, musi dobrać odpowiednio piękne słowa, może nawet napisać wiersz, by zrozumiała, że nikt inny, tylko ona sama ma całą jego miłość.
Ale pisanie poezji nigdy nie należało do mocnych stron Christoffera. Kiedy próbował swoich sił w tej dziedzinie, czuł się po prostu śmiesznie.
Nie mógł pojąć, jak taka śliczna młoda dziewczyna, do której należał cały świat, mogła być tak niepewna siebie!
Biedne ukochane dziecko!
Był to ostatni dzień, jaki miał zamiar spędzić w wiosce. Zdołał już ułożyć przepiękną mowę, którą miał zamiar wygłosić Lise – Merete. Taktowną, lecz na pewno przekonującą. Był pewien, że gdy dziewczyna ją usłyszy, nigdy już nie zwątpi w jego miłość.
Dziś także przejdzie się nad rzekę. Nie należał, co prawda, do zapalonych wędkarzy, a prawdę powiedziawszy, wcale nie łowił ryb. Odbieranie życia nie leżało w jego naturze, nawet jeśli chodziło „tylko” o ryby. Zwykle odkładał wędkę gdzieś na brzegu rzeki i wędrował nad wodą, zatopiony w rozważaniach, albo też rozmyślał przysiadłszy na zwalonym pniu. Nic nie zakłócało mu spokoju, w szumie rzeki rozpływały się wszelkie odgłosy z wioski, tutaj był tylko on, rzeka i pokryty szronem brzozowy las. Tu do woli mógł rozmyślać o swoim stosunku do Lise – Merete, czuł się niemal chory z tęsknoty za nią. Nazajutrz znów ją zobaczy, obiecała, że wyjdzie po niego na stację, jak żywa stanęła mu przed oczami, i…
Akurat skończył jedzenie, był gotów do wyprawy nad rzekę, kiedy wszedł młody chłopak, międląc w rękach czapkę, i zapytał, czy doktor nie zechciałby wybrać się z nimi na wzgórze.
