– To jasne, ale… Kto nimi przyleciał? I kto nimi kieruje?

– Nie wiem, Eleno.

Wydał polecenie, by wszyscy zajęli miejsca. Elena wiedziała, że duchy są wraz z nimi, one jednak nie potrzebowały żadnych siedzeń. Zadbała o to, by nie posadzono jej razem z wilkami, ale Miszę pociągnęła za sobą. Za niego była przecież odpowiedzialna.

W końcu wszyscy już usadowili się na swoich miejscach w „oglomnych dondolach”, jak będące wyraźnie pod wrażeniem dziewczynki nazywały pojazdy.

– Zaczekajcie! – zawołała Berengaria. – Armas jeszcze nie przyszedł.

Marco jej odpowiedział:

– Mamy nie czekać na Armasa, takie dostałem polecenie.

Zdumiało to wszystkich, którzy siedzieli w tej samej gondoli co on. Armas był wszak bardzo ważnym członkiem ich grupy.

Pojazd okazał się niezwykle luksusowy, wyściełany aksamitem w kolorze królewskiego błękitu ze wzorem przypominającym nieco lilie francuskie, które przy bliższym przyjrzeniu jednak okazały się symbolami Świętego Słońca. Wszystko zostało tu przygotowane tak, by zapewnić pasażerom jak największy komfort aż po najdrobniejsze szczegóły. Po twarzach podróżnych znać było, że doskonale by się bawili, gdyby nie nieustannie dręczące ich pytanie: Co się właściwie dzieje i co tak naprawdę ich czeka?

Elena żałowała, że Berengaria nie wybrała innej gondoli, nie podobał jej się bowiem nieskrywany podziw, jakim Misza darzył jej piękną kuzynkę. Było jednak już za późno, żeby się przesiąść, gdyż gondole po cichu ruszyły z miejsca, równie bezszelestnie i tajemniczo jak przybyły.

– Nikt nimi nie steruje! – wykrzyknęła Berengaria, siedząca obok Marca. – Jesteśmy tutaj przecież sami! Czyżby przy drążkach siedział robot?

– Przypuszczam, że te gondole są same w sobie robotami – odrzekł nieco zdumiony książę. – Tsi-Tsungga, ty jesteś przecież ekspertem od gondoli, czy mógłbyś iść na przód i to sprawdzić?

Tsi natychmiast go usłuchał, umieściwszy wcześniej zachwyconą Gwiazdeczkę na kolanach Marca.



46 из 154