– Może teraz zechcecie wejść razem z nami do naszego królestwa? – zaproponował jeden z Obcych.

– Czy już w nim nie jesteśmy? – wyrwało się Tsi-Tsundze.

– Jeszcze nie, to dopiero przedsionek. A przy okazji chciałem spytać… Czy te chmury mgły nie są dla was zanadto dokuczliwe?

– Oprócz zbędnych demonstracji ze strony najmniejszych, to powietrze w niczym nam nie przeszkadza – stwierdziła Siska. – To trochę takie wrażenie, jakbyśmy byli w olbrzymiej pralni.

– A więc doskonale, wchodzimy.

Berengaria znów poczuła się trochę zostawiona na boku, tak jak poprzednio, gdy był z nimi Faron. On jej nie znal. Nie pozwolono jej wziąć udziału w jego wielkiej wyprawie w Góry Czarne, nie zabrali wtedy także Jaskariego ani Eleny. Elena sama nie chciała jechać, lecz w duszach Jaskariego i Berengarii fakt, że ich odrzucono, pozostawił głębokie rany. Teraz znów je rozdrapano.

Wielkie drzwi prowadzące do wnętrza królestwa Obcych otworzyły się, a gdy weszli, zaraz zamknęły się za nimi.

Tutaj chmury były jeszcze gęściejsze, mlecznobiała mgła jakby skondensowana. Indra na wszelki wypadek mocno chwyciła Rama za połę płaszcza, żeby nie stracić z nim kontaktu.

Było tu wielu Obcych. Pomogli gościom naciągnąć na głowy coś w rodzaju obciskającego kaptura, wystawały spod niego jedynie uszy, oczy, nos i usta.

– Kondomy – szepnęła Indra do Rama. – Słyszałeś chyba o Indianinie, który spytał: „Tatusiu, dlaczego mamy tyle dziwnych imion w naszym plemieniu?” „Zaraz ci powiem, synku. Gdy Wędrujący Jeleń przyszedł na świat, w pobliżu wędrował jeleń, a gdy spłodzony został Ognisty Deszcz, trwała straszliwa burza. Czy chciałbyś wiedzieć coś więcej, Dziurawa Gumo? A ja w tej gumie nie czuję się całkiem bezpiecznie.

Ram uśmiechnął się.

– Ciesz się, że Oko Nocy cię teraz nie słyszał! Ale muszę przyznać, że i ja jestem zdziwiony. Co to wszystko może znaczyć?



60 из 154