
Faron wybuchnął śmiechem, którym zaraz zarazili się wszyscy, również jego szacowni pobratymcy.
– Prawie dobrze, Gwiazdeczko. Rzeczywiście jestem Faron. A gdzie dwójka pozostałych dzieci? Jak one się miewają?
Gondagil czym prędzej wysunął się przed innych z Haramem, do którego Faron powiedział kilka miłych słów, ale w odpowiedzi otrzymał jedynie bezzębny uśmiech. Potem zaś podeszła Misa z Katą, która znów dygnęła aż do podłogi i dopiero Dolg, który dyskretnie wyciągnął do niej rękę, pomógł jej się podnieść. Dziewuszka wpatrywała się w Farona szeroko otwartymi, pełnymi powagi oczyma.
– Kata też już umie mówić – oznajmiła Misa z dumą. – One obie bardzo się przyjaźnią.
Faron nie ryzykował, że ktoś jeszcze raz nazwie go nieodpowiednim słowem, kiwnął więc tylko głową Kacie i pochwalił jej śliczną, choć najzupełniej nie na miejscu łososioworóżową sukienkę.
Kata zaczęła skubać rąbek spódniczki i teraz wyglądała doprawdy czarująco w całej swej zażenowanej niezgrabności.
– Miła nać – powiedziała bez tchu.
– Co takiego? – Faron pytająco popatrzył na Misę.
Matka przetłumaczyła:
– Miło pana poznać. Mówi jeszcze trochę niewyraźnie.
Faron zwichrzył Kacie gęste kręcone włosy, wyglądało na to, że doskonale się przy tym bawi.
– I ciebie miło poznać, Kato!
Pozostali Obcy ze zdumieniem obserwowali, jak wielką popularnością cieszy się Faron.
– Zaczynamy rozumieć, że coś nam przeszło koło nosa – stwierdził jeden zamyślony. – Ale nam nie jest łatwo…
Wielu zastanawiało się, co właściwie zamierzał powiedzieć i dlaczego tak trudno im kontaktować się z ludźmi z Królestwa Światła. Od dawna wielką zagadką dręczącą wszystkich mieszkańców Królestwa Światła był dystans, jaki utrzymywali wobec nich Obcy, jak gdyby uważali, że stoją wysoko ponad wszystkimi innymi istotami zamieszkującymi wnętrze Ziemi. A przecież kontakty z Faronem przebiegały tak bezproblemowo.
