Wersja śmiechu jako zdrady wydaje mi się niezupełna. Zdrada jest wynikiem rozeznania, ale co sprawia, że destrukcja może nas pociągać? Jaka czarna nadzieja świta z niej człowiekowi? Jej totalna bezprzydatność czyni próżnym każde wyjaśnienie racjonalne. Tę skłonność zachłanną daremnie zadeptywały liczne kultury. Jest ona czymś danym nam równie bezapelacyjnie, jak dwunożność. Temu, kto szukając przyczyny nie godzi się z żadną hipotezą rozmysłu, ani w jej postaci opatrznościowej, ani diabelskiej, pozostaje tylko racjonalny surogat demonologii – statystyka. Od zaciemnionego pokoju więc, pełnego woni rozkładu, prowadzi ślad ku mojej antropogenezie matematycznej, formułami stochastyki starałem się odczynić ohydny urok. Ale i to jest tylko przypuszczeniem, więc samoobronnym odruchem rozumu.

Wiem dobrze, że to, co tu piszę, dałoby się odwrócić na moją korzyść za nieznacznym przestawieniem akcentów – i jakiś mój późny biograf będzie starał się tego dokonać. Udowodni, że intelektem pokonałem charakter, odnosząc heroiczne zwycięstwo, a szkalowałem się z chęci samooczyszczania. Taka robota idzie tropami Freuda, został on Ptolemeuszem psychologii, bo każdy może teraz wykładać za nim ludzkie fenomeny, wznosząc epicykle na epicyklach: ta budowla przemawia do nas, ponieważ jest estetyczna. Wersję sielankową wymienił na groteskę nie wiedząc, że pozostaje więźniem estetyki. Jakby o to chodziło, żeby operę zastąpić w antropologii tragikomedią. Niechaj się mój pośmiertny biograf nie fatyguje; nie potrzebuję apologii, cały mój wysiłek zrodziła ciekawość nie tknięta poczuciem winy. Chciałem zrozumieć – tylko zrozumieć, nic więcej. Bezinteresowność zła jest bowiem jedynym oparciem w człowieku dla argumentacji teologicznej; teodycea odpowiada na pytanie, skąd wzięła się własność, która nie jest rodem ani z Natury, ani z Kultury. Umysł, stale zanurzony w materii humanistycznego doświadczenia, a przez to antropocentryczny, może się wreszcie pogodzić z wizją kreacji jako z lekka makabrycznego żartu.



10 из 208