Profesor Yowitt pisał o mnie zgodnie z regułami, których nie ustanawiał. Nie na wszystkie osoby publiczne wolno patrzeć tak samo. Wielkich artystów wolno już ścigać w ich małości, i niektórzy biografowie zdają się nawet sądzić, że dusza artysty powinna być podszyta podłostkami. Wobec wielkich uczonych wciąż jeszcze obowiązuje stary stereotyp. Artystów dostrzegamy już jako duchy, przykute do ciał, literaturoznawcy wolno mówić o homoseksualizmie Oskara Wilde’a, lecz trudno sobie, wyobrazić naukoznawcę, który by analogicznie zajął się twórcami fizyki. Musimy mieć jakichś niezłomnych, doskonałych, i zmiany historyczne ograniczają się do zmian lokalizacji ich pobytu. Polityk może być łotrem, nie przestając być wielkim politykiem, natomiast genialny łotr – to contradictio in adiecto: łotrostwo przekreśla genialność. Tego domagają się dziś reguły.

Grupa psychoanalityków z Michigan usiłowała co prawda ten stan rzeczy odmienić, lecz popadła w grzech trywialności. Skłonność do teoretyzowania, widomą u fizyków, wyprowadzali ci badacze z zahamowań seksualnych. Doktryna psychoanalityczna wykrywa w człowieku bydlę, osiodłane przez sumienie z takim fatalnym skutkiem, że bydlęciu jest niewygodnie pod owym zbożnym jeźdźcem, a jeźdźcowi nie lepiej w takiej pozycji, albowiem jego wysiłek zmierza nie tylko ku temu, żeby bydlę poskromić, ale jeszcze, by uczynić je niewidzialnym. Koncepcja, wedle której mamy w sobie stare zwierzę, na oklep unoszące nowy rozum, jest zlepkiem mitologicznych prymitywizmów.

Psychoanaliza dostarcza prawdy sposobem infantylnym, to jest gimnazjalnym: dowiadujemy się z niej, brutalnie i pospiesznie, rzeczy, które nas szokują i przez to zniewalają do posłuchu.



3 из 208