– Czy pochowali ją tutaj? – spytał Montalbano, unikając wzroku kapłana.

– Ależ skąd! Po nabożeństwie zabrali zmarłą samochodem do Vibo Valentia. Spoczęła tam w grobowcu rodzinnym. Jej mąż, czyli wdowiec, pojechał za nią samochodem.

Wszystko na nic.

Na placu Matki Bożej Łaskawej zauważył kawiarnię z wystawionymi na zewnątrz stolikami. Kiedy Gallo podjechał naprawionym naprędce samochodem, była prawie druga. Montalbano opowiedział mu, co się zdarzyło.

– I co teraz? – spytał Gallo po raz trzeci tego dnia, całkiem zbłąkany w czeluściach zasmucenia.

– Zjesz rogalika, napijesz się granity, którą robią tu całkiem przyzwoicie, i wracamy. Jeśli Pan Bóg będzie nad nami czuwał, a Matka Boska nas poprowadzi, na szóstą będziemy w Vigacie.


Modlitwa została wysłuchana. Jechali aż miło.

– Ten samochód wciąż tam stoi – powiedział Gallo, kiedy było już widać Vigatę.

Twingo stało w tym samym miejscu co rano, nieco ukosem do polnej alejki.

– Pewnie zadzwonili już na komisariat – powiedział Montalbano.

Mówił bzdury: widok samochodu i willi z pozamykanymi oknami zasiał w nim wątpliwości.

– Wracaj – polecił nagle Gallowi.

Gallo zawrócił jak wariat, wzbudzając chór klaksonów. Na wysokości twingo zawrócił ponownie jak co najmniej dwóch wariatów naraz i zatrzymał się za uszkodzonym samochodem.

Montalbano energicznie wysiadł. Nie mylił się: karteczka z numerem telefonu wciąż tkwiła za wycieraczką, nikt jej nie ruszył.

– Coś mi tu nie pasuje – powiedział do Galla, kiedy ten go dogonił.

Szli alejką. Willę musiano wybudować niedawno – trawa przed drzwiami wejściowymi była spalona wapnem, z boku leżał stos nowych dachówek. Komisarz uważnie przyjrzał się oknom – nie przebijała przez nie nawet strużka światła.

Podszedł do drzwi i zadzwonił. Odczekał chwilę i zadzwonił ponownie.

– Wiesz, do kogo należy ten dom? – spytał Galla.



6 из 152