
– Nie, panie komisarzu.
Cóż było robić? Zapadał zmierzch, zaczynało dawać o sobie znać pierwsze zmęczenie. Odczuwał na barkach ciężar tego bezużytecznego i wyczerpującego dnia.
– Jedziemy – powiedział. I w daremnym wysiłku przekonania samego siebie dodał: – Na pewno już sami dzwonili.
Gallo spojrzał na niego z powątpiewaniem, ale się nie odezwał.
Komisarz nie pozwolił Gallowi nawet wejść do biura, tylko od razu kazał mu iść do domu odpocząć. Jego zastępcy, Mimi Augella, nie było – został wezwany do raportu przez nowego kwestora Montelusy, Luce Bonetti-Alderighi, młodego i energicznego funkcjonariusza z Bergamo, który w ciągu miesiąca zdołał pozyskać sobie zastępy śmiertelnych wrogów.
– Kwestora zaniepokoiła pańska nieobecność w Vigacie – poinformował Fazio, podoficer, z którym Montalbano rozumiał się najlepiej – więc komisarz Augello musiał tam pojechać.
– Musiał? – spytał zaczepnie Montalbano. – Przecież on nie przepuści żadnej okazji, żeby się wepchnąć na afisz!
Opowiedział Paziowi o porannym wypadku i spytał, czy wie, kim są właściciele willi. Fazio nie wiedział, ale zapewnił przełożonego, że nazajutrz rano pójdzie do gminy i się dowie.
– Aha, pański samochód jest już w garażu.
Przed powrotem do domu komisarz podszedł do Catarelli.
– Słuchaj uważnie i spróbuj sobie przypomnieć. Czy ktoś dzisiaj dzwonił w sprawie potrąconego samochodu?
Żadnego telefonu nie było.
– Wytłumacz mi to raz jeszcze – nalegała Livia przez telefon, siedząc w swoim domu w Boccadasse koło Genui.
– Ale co niby miałbym ci wytłumaczyć, Livio? Już raz powiedziałem i mogę tylko powtórzyć to samo: dokumenty adopcyjne Francois nie są jeszcze gotowe, pojawiły się nieoczekiwane przeszkody. Tymczasem stary, dobry kwestor, który kiedy tylko mógł, to załatwiał mi wszystko od ręki, przeszedł na emeryturę, więc nie mogę już liczyć na jego pomoc. Musimy uzbroić się w cierpliwość.
