Kiedy szła w stronę domu, usłyszała za plecami nadjeżdżający samochód. Jakaś ciężarówka pięła się krętym podjazdem prowadzącym do służbowego wejścia. Jeden z mężczyzn nacisnął dzwonek, drugi zaczął zdejmować z platformy opakowany w plastyk kojec dla dziecka. Biały w różowe i żółte króliczki. Susan na chwilę przymknęła powieki.

Camden otworzył jej osobiście. Widziała, że usiłuje ukryć lęk.

— Trzeba było dać znać, Susan. Wyjechałbym po panią do miasta.

— Nie chciałam, żeby pan po mnie przyjeżdżał. Czy zastałam panią Camden?

— Tak, jest w salonie.

Poprowadził ją do przestronnego pomieszczenia z kamiennym kominkiem. Umeblowano je w stylu rustykalno-angielskim. Na ścianach wisiało mnóstwo rycin z podobiznami psów i łodzi, a wszystko o pół metra za wysoko. Wyglądało na to, że Elizabeth Camden urządzała pokój osobiście. Kiedy Susan weszła, tamta nawet nie uniosła się z fotela.

— Pozwolą państwo, że będę mówić krótko i zwięźle — zaczęła Susan. — Nie chcę zbytecznie przeciągać sprawy. Dostaliśmy już wyniki testów. Zarodek ma się dobrze i rozwija się prawidłowo. Wszczep do ścianki macicy przyjął się doskonale. Ale pojawiła się pewna komplikacja.

— Jaka? — zapytał Camden. Wyjął papierosa, spojrzał na żonę i odłożył go nie zapalając.

— Pani Camden — mówiła cicho Susan — miała w tym miesiącu jajeczkowanie z obu jajników. Jedno z jajeczek wyjęliśmy do operacji genetycznej. Drugie przypadkowo zostało zapłodnione i również zagnieździło się w macicy. Nosi pani w sobie dwa płody.

Pani Camden pobladła.

— Bliźnięta?



12 из 429