— Studiujemy pańską filozofię w szkole, panie Yagai.

Kenzo Yagai spojrzał pytająco na tatę. Ten wyjaśnił:

— To prywatna szkoła. Ale siostra Leishy uczy się o tym także w szkole publicznej, chociaż bardzo pobieżnie. Wprawdzie bardzo powoli, ale świat zaczyna się zmieniać, Kenzo.

Leisha zauważyła, że nie wyjaśnił, dlaczego Alice nie ma tu z nimi.

Po powrocie do domu przez długie godziny siedziała w swoim pokoju, wciąż od nowa przemyśliwując wszystko, co się zdarzyło. Kiedy następnego ranka Alice wróciła od Julie, Leishą popędziła jej na spotkanie. Lecz Alice była wyraźnie rozzłoszczona.

— Alice! O co ci chodzi?

— Czy uważasz, że nie wystarczy mi tego, co muszę znosić w szkole? — krzyknęła Alice. — Wszyscy wiedzą, ale dopóki siedziałaś cicho, to nie miało znaczenia. Przestali się mnie czepiać. Dlaczego mi to zrobiłaś?

— Co ci zrobiłam? — zdziwiła się Leishą.

Alice rzuciła w nią egzemplarzem porannej gazety, na znacznie gorszym papierze niż ten, którego używał system Camdena. Gazeta rozwinęła się i upadła u stóp Leishy, która wlepiła oczy w ogromne, trzykolumnowe zdjęcie na pierwszej stronie. Widnieli na nim ona i Kenzo Yagai, u góry wielki nagłówek krzyczał: YAGAI I PRZYSZŁOŚĆ: GDZIE MIEJSCE DLA RESZTY? ODKRYWCA ENERGII Y KONFERUJE Z BEZSENNĄ CÓRKĄ REKINA FINANSJERY ROGERA CAMDENA.

Alice kopnęła gazetę.

— Byłaś też w telewizji, w wieczornych wiadomościach. Ja tu robię, co mogę, żeby mnie nie brali za nadętą lizuskę, a ty mi wycinasz taki numer! Teraz Julie na pewno nie zaprosi mnie na noc w przyszłym tygodniu! — wykrzyczała bez tchu i popędziła krętymi schodami do swojego pokoju.

Leishą jeszcze raz spojrzała na gazetę. W myślach usłyszała głos Kenzo Yagai: „Psy szczekają, karawana idzie dalej”. Popatrzyła na puste schody i krzyknęła:

— Alice! Ładnie ci w tych lokach!



29 из 429