— Zatem nie zaprzecza pan, że istnieje — uśmiechnął się Camden. — Jestem gotów zapłacić każdą cenę.

— Chciałbym jednak wiedzieć, skąd pan wie o istnieniu tego programu. — Ong starał się zachować spokój.

Camden sięgnął do kieszeni. Jedwab jego ubrania zmarszczył się i ponaciągał. Najwyraźniej garnitur i jego właściciel należeli do dwóch różnych sfer. Ong przypomniał sobie, że Camden jest jagaistą, przyjacielem samego Kenzo Yagai. Camden wręczył Ongowi wydruk z komputera, zawierający główne założenia programu.

— Może pan sobie darować szukanie przecieku w systemie ochronnym banku danych, doktorze, bo go pan nie znajdzie. Na pociechę dodam, że nie znajdzie go też nikt inny. No, dobrze. — Nagle pochylił się do przodu. Zmienił ton. — Wiem, że do tej pory stworzyliście dwadzieścioro dzieci, które w ogóle nie potrzebują snu. I jak do tej pory dziewiętnaścioro z nich cieszy się dobrym zdrowiem, wysoką sprawnością intelektualną i doskonale rozwija się pod względem psychicznym. Fizycznie też zresztą biją na głowę zwykłe dzieci. Najstarsze ma dopiero cztery lata, a już potrafi czytać w dwóch językach. Wiem też, że za kilka lat wypuścicie tę modyfikację na rynek. Chcę tylko, żeby moja córka otrzymała szansę już teraz. Cena nie gra roli.

Ong wstał.

— Nie jestem upoważniony do negocjacji w tej sprawie, panie Camden. Ani sprawa kradzieży danych…

— Która wcale nie była kradzieżą. To wasz system wpuścił bańkę z tą informacją do systemu publicznego. I życzę dobrej zabawy, jeśli zechcecie udowodnić, że było inaczej.

— …ani też sprzedaży tej właśnie modyfikacji nie leży w zakresie moich kompetencji. Obie te sprawy muszą zostać omówione przez Zarząd Instytutu.

— Ależ oczywiście, oczywiście. A kiedy będę mógł z nimi porozmawiać?

— Pan?

Camden, nie wstając z fotela, spojrzał mu prosto w oczy. Ongowi przyszło na myśl, że z tej pozycji niewielu ludzi potrafiłoby spoglądać tak pewnie.



3 из 429