Leisha nie zaprzeczyła, że już o tym czytała. Siedzący za biurkiem Camden pochylił się, patrząc na nią uważnie. Leishę zastanowiło, czy ojciec nie potrzebuje okularów. Całkiem siwe już włosy, rzadkie i sztywne, wyglądały jak pojedyncze źdźbła wyliniałej miotły. „Wall Street Journal” umieścił jego nazwisko na liście stu najbogatszych osób w Ameryce. „Woman’s Wear Daily” pisał, że jest jedynym w tym kraju miliarderem, który nie obraca się w kręgu międzynarodowych rautów, balów dobroczynnych i sekretarek od terminarzy imprez towarzyskich. Odrzutowiec Camdena woził go po całym świecie, jednak niemal wyłącznie na spotkania służbowe lub do Zarządu Instytutu Ekonomicznego Kenzo Yagai. Z biegiem lat stawał się coraz bogatszy, a jednocześnie coraz bardziej stronił od ludzi i coraz przenikliwszy miał umysł. Leisha poczuła, jak powraca do niej fala dawnych, ciepłych uczuć.

Rzuciła się w poprzek skórzanego fotela, długie nogi przewiesiła przez oparcie. Z roztargnieniem podrapała na udzie ślad po ugryzieniu komara.

— No dobrze, w takim razie chciałabym poznać Richarda Kellera.

Richard mieszkał w Chicago i był najbliższy jej wiekiem. Miał siedemnaście lat.

— Ale dlaczego zwracasz się z tym do mnie? Dlaczego po prostu tam nie pójdziesz?

Leisha odniosła wrażenie, że w jego głosie zabrzmiał ton zniecierpliwienia. Wolał, kiedy najpierw sama dowiadywała się o wszystkim, a dopiero potem składała mu raport. Przywiązywał jednakową wagę do obu elementów. Roześmiała się.

— Wiesz co, tato? Stajesz się przewidywalny.

Camden zawtórował jej śmiechem. W tej chwili do gabinetu weszła Susan.

— Z całą pewnością nie jest przewidywalny. Roger, co z tym spotkaniem w czwartek w Buenos Aires? Mam je potwierdzić czy odwołać? — Kiedy nie odpowiedział, jej głos zabrzmiał ostrzej. — Roger! Mówię do ciebie.



31 из 429