
— Jeszcze nie umiem prowadzić — wyjaśniła. — Mam dopiero piętnaście lat.
— Przekonasz się, że to łatwe — odpowiedział Keller. — No to jak, powiesz mi, po co tu przyszłaś?
Leishy spodobało się, że jest tak bezpośredni.
— Żeby poznać jednego z Bezsennych.
— Czy to znaczy, że jeszcze nikogo nie znasz? Żadnego z nas?
Tego się nie spodziewała.
— Czy to znaczy, że wszyscy inni znają się nawzajem?
— Chodźmy do mojego pokoju, Leisho.
Poszła za nim w głąb domu. Pokój Richarda był duży i przestronny, pełen komputerów i segregatorów. W kącie stał ergometr wioślarski. Pokój wyglądał jak nieco tańsza wersja pokoju któregoś z jej błyskotliwszych kolegów ze szkoły Sauleya, z tym że wobec braku łóżka było w nim więcej miejsca.
— O, pracujesz nad równaniami Boesca?
— Nad ich zastosowaniem.
— Do czego?
— Do obliczania modeli migracyjnych ławic ryb.
— No tak, to by się dało. — Leisha uśmiechnęła się. — Nigdy mi to nie przyszło do głowy.
Wydawało się, że Keller nie bardzo wie, co począć z tym jej uśmiechem. Spojrzał na ścianę, potem na jej podbródek.
— Interesujesz się modelami Gai? Środowiskiem naturalnym?
— No cóż, nie bardzo — przyznała się Leisha. — Mam zamiar studiować politykę na Harvardzie. Podstawy prawa. Ale oczywiście przerabialiśmy modele Gai w szkole.
Keller zdołał wreszcie oderwać wzrok od jej twarzy. Przeczesał palcami ciemne włosy.
— Siadaj, jeśli chcesz.
Leisha usiadła, obrzucając pełnym uznania spojrzeniem wiszące na ścianach plakaty, na których zieleń przechodziła w błękit na kształt oceanicznych prądów.
— Ładne. Sam je zaprojektowałeś?
— Nie tak sobie ciebie wyobrażałem — powiedział Keller.
— A jak?
— Myślałem, że jesteś nadęta. Z manią wyższości. Płytka, mimo wysokiego IQ.
