Zabolało bardziej, niż się spodziewała.

— Wśród Bezsennych jesteś jedną z dwóch naprawdę bogatych osób. Oprócz ciebie jest tylko Jennifer Sharifi — wygadał się. — Sama o tym dobrze wiesz.

— Nie, nie wiem. Nigdy nie sprawdzałam.

Zajął krzesło obok i wyciągnął przed siebie mocno umięśnione nogi. Mimo to nie wyglądał na rozluźnionego.

— Ale to ma swój sens, wierz mi. Bogaci nie każą genetycznie ulepszać swoich dzieci. Wierzą, że ich potomstwo i tak stoi wyżej od reszty. Z racji urodzenia. Biedni z kolei nie mogą sobie na to pozwolić. My, Bezsenni, wywodzimy się przeważnie z górnych warstw klasy średniej. Jesteśmy dziećmi profesorów i naukowców — ludzi, którzy cenią sobie inteligencję i czas.

— Mój ojciec też ceni inteligencję i czas — odparła Leisha. — Należy do najzagorzalszych zwolenników Kenzo Yagai.

— Och, Leisho, czy ty naprawdę myślisz, że tego nie wiem? Próbujesz mi zaimponować czy co?

— Próbuję z tobą rozmawiać — powiedziała z naciskiem Leisha. Mimo to jeszcze przez następną minutę czuła rumieniec na policzkach.

— Przepraszam — wymamrotał Keller. Zerwał się z krzesła, podreptał do komputera i z powrotem. — Naprawdę mi przykro. Ale ja… ja naprawdę nie rozumiem, po co tu przyszłaś.

— Bo jestem samotna — odrzekła Leisha i sama się zdumiała. Podniosła wzrok. — To prawda. Jestem samotna. Jestem i już. Mam przyjaciół, Alice i tatę, ale nikt nie wie, nikt tak naprawdę nie rozumie … Sama nie bardzo wiem, czego.

— A ja wiem. Wiem doskonale. Co robisz, kiedy mówią „Posłuchaj, co mi się dzisiaj śniło”?

— Tak! — krzyknęła Leisha. — Ale to jeszcze nic; najgorzej, kiedy ja mówię: Sprawdzę to dla ciebie dziś w nocy, a tamci rzucają mi dziwaczne spojrzenie, które znaczy: Ona będzie to robić, kiedy ja będę spał!

— To też nic — dorzucił Keller. — Najgorzej, kiedy po kolacji gramy w kosza, a potem idziemy coś przegryźć i mówię: Przejdźmy się nad jezioro, a oni na to: „Padam z nóg. Chyba się pójdę położyć”.



34 из 429