
A to oznaczało, że Bonaventure w żaden sposób nie zdoła uciec prześladowcy.
— Kiedy nas dogoni? — spytał.
— Mamy dwadzieścia dwie minuty i trzydzieści sekund do przechwycenia, nawet jeśli damy całą naprzód — odparła zwięźle Hurlman. — Osiągniemy około dwunastu tysięcy siedmiuset kilometrów na sekundę, ale on będzie miał dziewiętnaście tysięcy. Nie ma sposobu, żebyśmy mu uciekli.
Sukowski kiwnął potakująco głową — Chris Hurlman była o połowę od niego młodsza, ale tak jak i on należała do pierwotnej załogi frachtowca. Zaczęła jako czwarty oficer i oboje Sukowscy uważali ją za córkę, której nigdy nie mieli, choć żadne z nich nigdy nie powiedziało tego głośno. Prywatnie kapitan miał nadzieję, że Chris i jego drugi syn któregoś dnia się pobiorą, ale to wszystko, podobnie jak jej wiek, nie miało wpływu na szacunek, jaki dla niej żywił. Była naprawdę dobrym oficerem. A obecną sytuację oboje oceniali dokładnie tak samo.
Naturalnie mieli mniej czasu — ścigający z pewnością zacznie gwałtownie wytracać prędkość, gdy tylko upewni się, że frachtowiec mu nie umknie, ale na los Bonaventure nie będzie to miało najmniejszego wpływu. Jedynie nieco odwlecze nieuniknione. Gorączkowo próbował znaleźć jakiś sposób, by uratować statek, ale nie był w stanie, gdyż taki sposób nie istniał.
Teoretycznie rzecz biorąc, piractwo kosmiczne nie powinno istnieć, gdyż nie powinno być opłacalnym zajęciem. Nawet bowiem największy frachtowiec jest niezauważalną drobiną, biorąc pod uwagę odległości międzysystemowe i przestrzeń, na jakiej owe systemy są rozrzucone.
