Ale kiedy dzień w dzień, o każdej godzinie nieustannie kręcą się wokół mnie, zmieniając jeden drugiego i nie ma żadnej nawet najmniejszej szansy, żeby się ich pozbyć, zostać samemu, gdzieś się zamknąć, wyłączyć… Sam tego nie znalazłem, ale mój syn gdzieś wyczytał, że podstawowym nieszczęściem współczesnego człowieka jest osamotnienie i niemożność porozumienia się z innymi ludźmi. Nie wiem, nie wiem. Albo wszystko to wymysły poetów, albo ja po prostu mam pecha. W każdym razie w moim przypadku dwa tygodnie samotności to właśnie to, czego mi potrzeba. I żeby nie było niczego takiego, co mam obowiązek zrobić, a tylko to, co robić mam ochotę. Papierosa zapalę wyłącznie dlatego, że mam ochotę, a nie dlatego, że ktoś podsuwa mi pod nos papierośnicę. I którego nie zapalę, jeśli nie będę chciał, właśnie dlatego, że nie chcę, a wcale nie dlatego, że madame Seltz nie znosi tytoniowego dymu… Kieliszek brandy przy kominku to nieźle. To rzeczywiście dobry pomysł. W ogóle chyba będzie mi tu nie najgorzej. Wspaniale! Jest mi dobrze samemu z sobą, z moim ciałem, jeszcze stosunkowo młodym, jeszcze silnym. Będę mógł pomknąć na nartach po skrzypiącym śniegu przez całą równinę aż pod niebieskawe zbocza gór. Wtedy będzie już zupełnie cudownie…

— Czy coś przynieść? — zapytała Kaisa. — Pan sobie życzy… Spojrzałem na nią i Kaisa znowu zasłoniła twarz dłonią. Miała na sobie obcisłą pstrokatą sukienkę i malutki koronkowy fartuszek. Jej obnażone ramiona były białe i pełne, a szyję otaczał sznur drewnianych korali.

— Kto tu u was teraz mieszka? — zapytałem.

— Gdzie?

— U was. W hotelu.

— W hotelu? W naszym? Mieszkają tu różni.

— Konkretnie — kto?

— Kto? Mieszkają pan Moses z żoną. W jedynce i w dwójce. I w trójce też. Tylko że w trójce nie mieszkają. A może to córka. Kto ich tam wie. Taka piękna, ciągle tylko patrzy tymi swoimi oczami…

— Tak, tak — powiedziałem, żeby ją zachęcić.



7 из 187