
Z idealną bezstronnością wielki Gal rozdzielał pocałunki, uściski i miłe słówka między wszystkie trzy kochanki. Urok, dzięki któremu uwiódł je wcześniej każdą z osobna, teraz podziałał na nie znowu.
— To niesamowite! — mruknął z zazdrością starszy centurion.
Sam nie miał szczęścia do kobiet, głównie dlatego, że nie interesowało go nic poza zaspokojeniem żądz.
— Rzymianie! Rzymianie!
Od zachodniej bramy poniosły się okrzyki po całym Khliat, zanim ostatni legionista wkroczył do miasta. Zbiegli się bliscy. Nastąpiły radosne powitania. Było też wiele kobiet, które dowiedziały się — w łagodny sposób od innych żołnierzy lub poprzez brutalny fakt nieobecności ukochanego — że nie mają na kogo czekać. Niektórzy Rzymianie na próżno wypatrywali kochanych twarzy w podnieconym tłumie i zwieszali głowy, ogarnięci smutkiem spotęgowanym radością towarzyszy.
— Gdzie jest Malrik? — zapytał Marek. Musiał krzyczeć, żeby Helvis go usłyszała.
— Z Erene. Kiedy ona wczoraj trzymała wartę przy bramie, pilnowałam jej dwóch dziewczynek. Muszę pójść i powiadomić ją, że już jesteście.
Nie wypuścił jej z objęć.
— Całe miasto już wie — zaprotestował. — Zostań chwilę ze mną.
Ze zdumieniem stwierdził, że przez krótki czas, kiedy byli razem, przywykł do jej urody. Teraz, po dłuższej rozłące i licznych niebezpieczeństwach, odniósł wrażenie, że widzi ją po raz pierwszy.
Nie miała rzeźbionych, orlich rysów videssańskich kobiet. Była Namdalajką o zadartym nosie i szerokiej twarzy, miała intensywnie niebieskie oczy oraz wydatne i namiętne usta, na których często gościł uśmiech. Ciąża jeszcze nie zniekształciła jej zgrabnej figury, lecz twarz promieniała obietnicą nowego życia.
Trybun pocałował ją wolno i z namaszczeniem, a potem zwrócił się do Gajusza Filipusa z rozkazami.
— Samotni zaczekają, aż reszta odszuka rodziny i przyprowadzi je tutaj. Daj nam, hmmm… — spojrzał na zachodzące słońce — dwie godziny. Potem wyznaczysz stu godnych zaufania żołnierzy i zajmiesz się głupcami, którzy dojdą do wniosku, że sami sobie lepiej poradzą.
