
Osłaniani przez oddział lekkiej kawalerii z Khatrish, sąsiadującego od wschodu z Videssos, legioniści posuwali się na wschód w stronę miasta Khliat tak szybko, jak byli w stanie, mając tylu rannych. Gdyby szli przez ziemie pozostające pod rządami Rzymu, Skaurus skierowałby się raczej na pomocny zachód, by dołączyć do Thorisina Gavrasa i prawego skrzydła rozbitej armii imperialnej. Miało to militarny sens, gdyż brat Imperatora — nie, teraz już sam Imperator — wyprowadził swoje oddziały w karnym szyku. Na nim spoczywał teraz główny ciężar walki z Yezda.
Marek był nie tylko oficerem legionów, lecz jednocześnie dowódcą najemników. Musiał liczyć się z faktem, że rodziny, które legioniści założyli po przybyciu do Videssos, zostały w vaspurakańskim mieście, bazie przegranej kampanii wojennej Mavrikiosa. Żaden rozkaz nie mógł odwieść Rzymian od marszu do Khliat. Tym bardziej nie posłuchałyby go setki niedobitków, którzy przyłączyli się w jego wojska, traktując je jako ostatni ratunek.
Marek wcale nie zamierzał wydawać takiego rozkazu. Jego towarzyszka życia, Helvis, oczekująca dziecka, przebywała w Khliat razem z synkiem z pierwszego związku.
Przynajmniej taką miał nadzieję. Niepewność dręczyła legionistów równie dotkliwie jak Yezda. Skaurus wiedział, że wrogowie mogli napaść na Khliat i zabić albo wziąć do niewoli wszystkich mieszkańców. Nawet jeśli tego nie zrobili, z pewnością do miasta dotarli zbiegowie z wieścią o klęsce, która spotkała videssańską armię.
Po usłyszeniu takiej nowiny cywile mogli uciec na wschód, co było bardziej niebezpieczne, niż gdyby zostali za murami obronnymi. Marka nękały bez przerwy ponure wizje: Helvis nie żyje, Helvis schwytana przez Yezda, ciężarna Helvis z trzyletnim dzieckiem podążająca na wschód przez wrogi kraj…
