Wysiłkiem woli odsunął od siebie niespokojne myśli. Nie po raz pierwszy był wdzięczny, że studiował w szkole stoików, gdzie nauczył się odrzucać bezproduktywne spekulacje. Wkrótce dowie się wszystkiego i wtedy nadejdzie czas działania.

Półtora dnia drogi od Khliat do rzymskiego trybuna przybył zwiadowca.

— Od wschodu zbliża się jeździec, panie — zameldował. Mówił z wyraźnym khatriszerskim akcentem i Skaurus miał trudności ze zrozumieniem. Videssański trybuna też był daleki od doskonałości. Kiedy Marek wreszcie zrozumiał, co mówi zwiadowca, obudziło się w nim zainteresowanie.

— Ze wschodu? Samotny jeździec?

Khatrish rozłożył ręce.

— O ile mogłem stwierdzić. Był wystraszony i schował się, gdy tylko nas zauważył. Wyglądał mi na Vaspurakanera.

— Nic dziwnego, że zachował czujność. Pewnie wziął cię za Yezda.

Wojowniczy nomadzi od lat pustoszyli Vaspurakan. Miejscowi znienawidzili ich. Khatrishe również wywodzili się z koczowników i mimo że przejęli wiele zwyczajów videssańskich, zostało w nich sporo cech mieszkańców równin.

— Przyprowadźcie go, lecz nie róbcie mu krzywdy — zadecydował Marek. — Ktoś głupi na tyle, by podróżować na zachód, gdy wszyscy ciągną w przeciwną stronę, musi mieć po temu dobry powód. Może niesie wieści z Khliat — dodał, wbrew sobie ogarnięty nadzieją.

Zwiadowca machnął mu wesoło — Khatrishe byli wolnymi ludźmi — i popędził konia. Skaurus nie spodziewał się go szybko. Nie sądził, by z takim wyglądem przekonanie Vaspurakanera o własnej nieszkodliwości przyszło mu łatwo. Trybun był zaskoczony, kiedy Khatrish wkrótce pojawił się z obcym jeźdźcem.

Towarzysz zwiadowcy wyglądał znajomo, nawet z pewnej odległości. Zanim trybun zdążył mu się przyjrzeć, Senpat Sviodo krzyknął radośnie, spiął konia ostrogami i popędził na spotkanie przybysza.

— Nevrata! — wrzasnął Vaspurakaner. — Zwariowałaś? Podróżujesz samotnie przez ziemie wilków?



3 из 360