Na małym płaskowyżu kilkunastu Yezda zagrzewanych przez mężczyznę o surowej twarzy, w szatach koloru zaschniętej krwi, atakowało garstkę Videssańczyków skupionych wokół pulchnego, łysego człowieka, którego zakurzona szata mogła być kiedyś niebieska.

— Nepos! — krzyknął Skaurus, rozpoznawszy pękatego kapłana Phosa.

Nepos odwrócił głowę. Nierówna walka stała się jeszcze bardziej desperacka. Krąg wokół kapłana zacieśnił się. Ani videssańscy żołnierze, ani ich wrogowie najwyraźniej nie zauważyli przybycia Rzymian.

— Na nich! — krzyknął Marek.

Jeśli Yezda chcieli zachowywać się jak głupcy, to ich sprawa.

Mężczyzna w czerwonej szacie uśmiechnął się lekko, kiedy legioniści zaatakowali.

Jego ludzie ani na moment nie odwrócili uwagi od przeciwników. Rzymianie wydali okrzyki zdumienia i przerażenia, gdy ich miecze przeszły przez Yezda jak przez dym, a ciała nie napotkały oporu.

Mimo wznoszonych okrzyków bojowych, mimo szczęku ostrzy uderzających w klingi Yezda, żołnierze videssańscy byli równie bezcieleśni jak napastnicy. Marek otrząsnął się z chwilowego przerażenia. Wiedział, że czarnoksiężnicy Yezda noszą czerwonobrązowe szaty, a sam Nepos był nie tylko kapłanem, ale i magiem. Na oczach Rzymian rozgrywał się pojedynek czarodziejów. Przeciwnik Neposa nie był słabeuszem, skoro potrafił zmusić tłustego kapłana do zajęcia pozycji defensywnej.

Miecz Skaurusa przebił jeden z fantomów. Runy na ostrzu zaiskrzyły się żółto. Yezda zgasł jak płomień świecy. Kolejny rozpłynął się po drugim ciosie, potem następny i następny. Jednocześnie z twarzy czarnoksiężnika Yezda zniknął uśmiech.

Nepos wykorzystał sytuację i rzucił do ataku zjawy stworzone przez siebie. Teraz z kolei przeciwnik otoczył się linią obrony. Ostrze Marka, zaczarowane przez galijskich druidów, okazało się kiedyś odporne na czary samego Avshara. Tym bardziej nie mogła mu podołać magia jego sługi. Trybun zadawał bezlitosne pchnięcia, unicestwiając niematerialnych wojowników.



21 из 360