
Jego żona odłączyła się od eskorty i w chwilę później rzuciła mu się w objęcia. Khatrish wytrzeszczył oczy i rozdziawił usta. W luźnym pokrytym kurzem stroju podróżnym, z kręconymi czarnymi włosami upchniętymi pod vaspurakańską skórzaną czapką z trzema rogami, obcy nie wyglądał na kobietę. Zdradzały go tylko gładkie policzki. Nevrata była uzbrojona jak mężczyzna. W rękach trzymała łuk z nasadzoną strzałą, a do pasa miała przytroczoną szablę.
Oboje z Senpatem trajkotali w gardłowym języku, wracając powoli w stronę kolumny najemników. Khatrish jechał za nimi, potrząsając głową.
— Wasz zwiadowca ma głowę na karku — powiedziała do Skaurusa, przechodząc na videssański. — Wzięłam całą grupę za Yezda, mimo że wrzeszczeli „przyjaciele”, „swoi”! Dopiero kiedy ten krzyknął „Rzymianie”, od razu się zorientowałam, że nie jest szakalem.
— Cieszę się, że mu zaufałaś — odparł Marek.
Podobała mu się dzielna śniada dziewczyna. Innym Rzymianom również. Rozległy się wiwaty, kiedy mężczyźni ją rozpoznali. Nevrata błysnęła w uśmiechu białymi zębami. Senpat Sviodo, dumny z wyczynu żony i szczęśliwy, że bezpiecznie do niego przyjechała, również uśmiechnął się szeroko.
Pytanie Senpata kołatało się trybunowi w głowie. Nagle poraziła go straszna myśl.
— Na imię Phosa, Nevrato, dlaczego opuściłaś Khliat? Miasto padło?
— Wczoraj rano, kiedy wyruszałam, jeszcze stało — odparła dziewczyna.
Rzymianie, którzy usłyszeli odpowiedź, znowu wznieśli okrzyki, tym razem pełne ulgi. Nevrata szybko ostudziła ich radość.
— Wewnątrz murów panuje większy chaos niż ten, który widziałam po drodze.
Gajusz Filipus skinął głową, jakby usłyszał to, czego się spodziewał.
— Wpadli w panikę, kiedy dotarła wieść, że zostaliśmy pobici?
Mówił zrezygnowanym tonem. Widział dość zwycięstw i klęsk, by ich następstwa nie stanowiły dla niego tajemnicy.
