
— Nie jest aż tak dobrze — odparła. — Pamiętajcie, że wiadomości przynoszę od osób, które miały dość rozsądku, żeby zostać, i dość hartu, by wierzyć, że znowu was zobaczą. Większość jest innego pokroju. Uciekają jak zające od chwili, kiedy Ortaias Sphrantzes przygalopował do miasta z wieścią, że wszystko stracone.
Na dźwięk nazwiska młodego arystokraty podniosły się gniewne okrzyki i przekleństwa. To on dowodził lewym skrzydłem armii videssańskiej i jego paniczna ucieczka zamieniła spokojny odwrót w druzgoczącą klęskę. Nevrata skinieniem głowy skwitowała wybuch Rzymian. Nie widziała ucieczki Ortaiasa z pola bitwy, ale była w Khliat.
— Zatrzymał się tylko po to, by zmienić konie — rzuciła pogardliwie. — Ten, którego zajeździł, padł następnego dnia. Biedne stworzenie. Ortaias natychmiast znowu pognał na wschód. I krzyżyk mu na drogę, jeśli kogoś interesuje, co myślę.
— Masz rację, dziewczyno — odezwał się Gajusz Filipus i jako żołnierz z krwi i kości zapytał od razu: — Widziałaś po drodze jakichś Yezda albo naszych?
— Wielu Yezda. Na wschodzie jest ich więcej, ale nie ma wśród nich żadnej dyscypliny. Skaczą jak żaby za muchami, atakują wszystko, co się rusza. Połączyła ich królewska armia. Po rozgromieniu jej znowu się podzielili i szukają nowych terenów. Całe Videssos po tej stronie Końskiego Brodu stoi przed nimi otworem.
Marek wyobraził sobie zachodnie ziemie Videssos spustoszone przez nomadów, żyzne pola spalone, miasta, które nawet nie miały murów obronnych, gdyż od dawna żyły w pokoju, a teraz mogły stać się igraszką barbarzyńskich najeźdźców, o płonących ołtarzach i krwawych ofiarach dla mrocznego boga Yezda Skotosa. Odsunął od siebie te straszne obrazy i powtórzył drugą część pytania Gajusza Filipusa:
— A co z wojskami Imperium?
— Większość została równie mocno przetrzebiona jak oddziały Ortaiasa. Widziałam trzech Yezda, którzy ścigali cały szwadron kawalerii i zaśmiewali się do rozpuku. Jeden ruszył za mną, ale zgubiłam go w skalistym terenie. — Jednym zdaniem Nevrata skwitowała dwie godziny przerażenia. — Dzień jazdy od was widziałam resztkę regimentu Namdalajczyków. Nomadzi omijali ich szerokim łukiem.
