
— To możliwe — wtrącił Viridoviks. — Namdalajczycy są twardzi jak skała.
Rzymianie podzielali tę opinię. Wojownicy z namdalajskiej wyspy Duchy, ambitni jak wszyscy najemnicy, byli w oczach Videssan heretykami, ale walczyli tak dobrze, że Imperium chętnie ich wynajmowało.
— Widziałaś Thorisina Gavrasa? — zapytał Skaurus.
Znowu pomyślał o przyłączeniu się do niego.
— Sevastokratora? Nie. Nic też o nim nie słyszałam. Czy to prawda, że Imperator nie żyje? Ortaias twierdził, że tak.
— To prawda. — Marek nie wspomniał o upiornym dowodzie śmierci Mavrikiosa.
— Skąd Sphrantzes mógł to wiedzieć? — zapytał Gorgidas, który wychwycił coś, co trybun przeoczył. — Uciekł, zanim Imperator zginął.
Gdy Rzymianie zrozumieli, co to oznacza, wydali pomruk.
— Może tak bardzo tego chciał, że nie miał żadnych wątpliwości — zasugerował Kwintus Glabrio. — Ludzie często wierzą w to, czego najbardziej pragną.
Glabrio zwykle przypisywał ludziom najlepsze intencje. Markowi, który w rodzinnym Mediolanie parał się polityką, nasunęło się inne wytłumaczenie. Ortaias Sphrantzes pochodził z rodu, który rządził Imperium. Jego wuj Yardanes Sphrantzes, Sevastos czy też inaczej premier, był głównym rywalem Mavrikiosa.
— Czy nie dość się nagadaliśmy? — Gajusz Filipus przerwał rozmyślania Skaurusa. — Im szybciej wyruszymy do Khliat, tym prędzej będziemy mogli przystąpić do działania zamiast strzępić języki.
— Nie masz litości — stwierdził Viridoviks, wycierając wierzchem dłoni spocone czoło. — Zapominasz, że nie wszyscy są jak ten niestrudzony gigant z brązu, o którym opowiadają Grecy…
Spojrzał pytająco na Gorgidasa.
