— Talos — podpowiedział mu Grek.

— Właśnie — ucieszył się Celt.

Był zapalczywy, energiczny i niezrównany, jeśli chodzi o krótkotrwały wysiłek, lecz starszy centurion — podobnie jak wielu Rzymian — przewyższał go wytrzymałością.

Mimo narzekań Viridoviksa Marek doszedł do wniosku, że Gajusz Filipus ma rację. On też uważał, że posuwali się za wolno. Mieli wielu rannych, którzy mogli sami iść, ale innych trzeba było nieść na noszach. Rzymianie powinni jak najszybciej dotrzeć do Khliat, zanim Yezda napadną na miasto i pokonają słaby garnizon, którego morale z pewnością było niskie. Przyszła mu do głowy jeszcze jedna myśl.

— Ostatnie pytanie, zanim ruszymy — powiedział do Nevraty. — Czy coś wiadomo o Avsharze?

Był pewien, że książę-czarnoksiężnik próbuje zorganizować niesfornych nomadów, żeby przystąpić do ataku.

Nevrata potrząsnęła głową.

— Zupełnie nic, podobnie jak o Thorisinie. Dziwne, nieprawdaż?

Znała wojnę i brała udział w walkach, kiedy Yezda pierwszy raz napadli na Vaspurakan. W lot zrozumiała, o co chodzi trybunowi.

Przed zapadnięciem nocy Rzymianie i ich towarzysze znaleźli się niecały dzień drogi od Khliat. Nie nękani przez Yezda, rozbili ufortyfikowany obóz. Robili to już wielokrotnie. Legioniści uwijali się po obozowisku, kopiąc rów, budując przedpiersie i palisadę. Wewnątrz niej ustawili w równych rzędach skórzane ośmioosobowe namioty.

Rzymianie pokazali Videssańczykom i innym sprzymierzeńcom, co mają robić, i pilnowali wykonania zadań. Przeklinając i pokrzykując, Gajusz Filipus powoli zaprowadził porządek w szeregach legionistów. Nowi przybysze uzupełnili manipuły, zajmując miejsca zabitych Rzymian.

— To pierwszy krok, żeby zrobić z nich legionistów — pochwalił Skaurus.

— Właśnie tak pomyślałem — stwierdził Gajusz Filipus. — Niektórzy uciekną, ale nad innymi popracujemy i jeszcze będzie z nich pociecha. Dotrą się wśród dobrych żołnierzy.



8 из 360