Odezwał się pierwszy w języku temporalnym:

— Słyszałem, że zauważono kilka mamutów w pobliżu Tuluzy. (Miasto to miało powstać po wielu tysiącleciach, ale przyzwyczajenie jest przecież drugą naturą człowieka).

— Jednego już ustrzeliłem — odparł ze zniecierpliwieniem Everard. — Jeździłem też na nartach, uprawiałem wspinaczkę i przyglądałem się tubylczym tańcom.

Van Sarawak skinął głową i zapalił papierosa. Jego policzki zapadły się, gdy zaciągnął się dymem.

— Tak, to przyjemna przerwa w pracy — zgodził się ze swoim rozmówcą — lecz po pewnym czasie życie na świeżym powietrzu traci swój urok.

Pozostały im jeszcze dwa tygodnie urlopu. Teoretycznie każdy agent Patrolu mógł sobie zapewnić nieskończenie długie wakacje, ponieważ potrafił wrócić do chwili wyjazdu na urlop, ale w praktyce musiał poświęcić na pracę pewną część życia. (Nigdy nie mówiono pracownikom, kiedy umrą, a ci mieli dość rozsądku, żeby o to nie pytać. Zresztą i tak nie uzyskaliby absolutnie pewnej informacji z powodu zmienności czasu. Jedną z korzyści płynących z pracy w Patrolu była danelliańska kuracja odmładzająca).

— Chciałbym zobaczyć kolorowe światła, posłuchać muzyki — podjął van Sarawak — i spotkać się z dziewczętami, które nigdy nie słyszały o podróżach w czasie…

— Czemu nie? — odparł Everard.

— Rzym w czasach Augusta? — zapytał żywo drugi agent — Nigdy tam nie byłem. Mógłbym nauczyć się języka i poznać obyczaje pod hipnoedukatorem.

Manse pokręcił głową i rzekł:

— To przereklamowane. Chyba że chcesz się udać w bardzo odległą przyszłość. Największa dekadencja panuje jednak w moim środowisku w Nowym Jorku. Można się w niej pławić… pod warunkiem, że zna się właściwe numery telefonów, a ja je znam.

Van Sarawak wybuchnął śmiechem.

— Ja również znam kilka miejsc w moim sektorze — odparł — ale ogólnie rzecz biorąc, społeczność pionierów nie potrzebuje wyrafinowanych rozrywek. Dobrze, jedźmy do Nowego Jorku w… kiedy?



2 из 48