Everard dostrzegł kątem oka mężczyzn w miedzianych hełmach i zbrojach, którzy uderzeniami pałek torowali sobie drogę przez rozwrzeszczaną ciżbę. Ktoś go wyciągnął półprzytomnego i podtrzymał, kiedy ktoś inny zatrzaskiwał kajdanki na jego przegubach. Następnie obu agentów zrewidowano i zaprowadzono do wielkiego samochodu. Policyjne budy są takie same we wszystkich epokach.

Manse odzyskał przytomność dopiero wtedy, gdy znaleźli się w wilgotnej zimnej celi z drzwiami z żelaznych sztab.


* * *

— Cholera jasna!

Wenusjanin osunął się na drewnianą pryczę i złapał się za głowę.

Everard stanął przy drzwiach, wyglądając przez kraty. Widział tylko część wysokiego korytarza o ścianach z betonu i znajdującą się naprzeciwko celę. Przez kraty przeciwległych drzwi widać było mapę Irlandii, której obecność tam była dla Everarda zupełnie niepojęta.

— Co się stało? — zapytał van Sarawak, drżąc na całym ciele.

— Nie wiem — odrzekł powoli Manse. — Po prostu nie wiem.

Tamta maszyna miała być nieomylna, ale może jesteśmy większymi durniami niż dopuszcza norma.

— Takie miejsce nie istnieje — powiedział z rozpaczą Wenusjanin. — Czy to sen? — Uszczypnął się i zdołał uśmiechnąć się blado. Miał rozciętą, puchnącą szybko wargę i podbite oko. — Logicznie rzecz biorąc, przyjacielu, uszczypnięcie nie jest żadnym sprawdzianem rzeczywistości, ale w jakiś sposób dodaje otuchy.

— Wolałbym, żeby było inaczej! — odparł Everard.

Chwycił kraty tak mocno, że aż zadrgały. — A może zepsuły się regulatory? Czy kiedykolwiek istniało na Ziemi miasto — bo jestem pewny przynajmniej tego, że to Ziemia — jakieś mało znane miasto, które było podobne do tego?

— Nic mi o tym nie wiadomo.

Amerykanin odwołał się do zdrowego rozsądku i wszechstronnego wykształcenia, które zapewnił mu Patrol. Zaczął odtwarzać w pamięci całą historię ludzkości, łącznie z epokami, których nigdy nie widział.



6 из 48