— Nie — oświadczył w końcu. — Noszący kilty okrągłogłowi biali przemieszani z Indianami, używający samochodów parowych — czegoś takiego nigdy nie było.

— Koordynator Stantel V — podpowiedział słabym głosem van Sarawak. — Trzydziesty ósmy wiek. Wielki Eksperyment — kolonie odtwarzające społeczeństwa minionych stuleci…

— Ale żadne z nich nie przypominało tego — uciął Manse. Domyślał się prawdy i chętnie zaprzedałby duszę, żeby było inaczej, niż podejrzewał. Całą siłą woli powstrzymywał się, by nie zacząć wyć i walić głową w ściany celi.

— Przekonamy się — powiedział matowym głosem.

Jakiś policjant (Everard sądził, że znajdują się w rękach stróżów prawa) przyniósł im posiłek i próbował się z nimi porozumieć. Van Sarawak powiedział, że ten język przypomina dialekty celtyckie, ale zrozumiał tylko kilka słów. Posiłek nie był zły.

Wieczorem zaprowadzono ich do łazienki, gdzie mogli się umyć pod strażą. Manse przyjrzał się uzbrojeniu policjantów: mieli ośmiostrzałowe rewolwery i strzelby z długimi lufami. Łazienka była oświetlona lampami gazowymi, na których powtarzał się motyw wijących się pędów winorośli i węży. Na podstawie obserwacji instalacji sanitarnych i broni można było wysnuć wniosek, że miejscowa technika osiągnęła poziom odpowiadający temu z pierwszej połowy XIX wieku.

W drodze powrotnej zauważyli na ścianach kilka wywieszek. Pismo wyglądało na semickie, ale chociaż van Sarawak znał trochę hebrajski dzięki kontaktom z izraelskimi koloniami na Wenus, nie zdołał jednak zrozumieć, co na nich napisano.

Kiedy ponownie zamknięto ich w celi, zobaczyli przez kraty innych więźniów prowadzonych do łazienki; był to zaskakująco wesoły tłumek włóczęgów, chuliganów i pijaków.

— Można powiedzieć, że obchodzą się z nami w rękawiczkach — zauważył Wenusjanin.

— Nic dziwnego — odparł Everard. — Co byś zrobił z zupełnie obcymi ludźmi, którzy pojawili się znikąd i użyli nieznanej broni?



7 из 48