
— Wino syna mojej żony — oznajmił — z Dębowej Farmy w Dolinie Środkowej. Dobry rocznik, sprzed siedmiu lat.
Surowe czerwone wino natychmiast Olchę rozgrzało. Niebo było bezchmurne, wiatr ucichł, skryte w sadzie ptaki już milkły.
Olcha zdumiał się, gdy od Mistrza Wzorów z Roke usłyszał, iż Arcymag Krogulec, człowiek z legendy, który sprowadził króla z krainy śmierci i odleciał na grzbiecie smoka, wciąż żyje.
— Żyje — rzekł Mistrz Wzorów — i mieszka na Goncie, swej rodzinnej wyspie. Mówię ci coś, o czym wie niewielu — dodał — gdyż uważam, że powinieneś to usłyszeć. I myślę, że zachowasz te wieści w sekrecie.
— Ale w takim razie on wciąż jest Arcymagiem! — wykrzyknął z radością Olcha. Albowiem wszystkich magów i czarodziejów trapił fakt, iż mędrcy z Roke, szkoły i ośrodka magii w Archipelagu, przez cały czas panowania króla Lebannena nie wybrali nowego Arcymaga, który zastąpiłby Krogulca.
— Nie — odparł Mistrz Wzorów. — On w ogóle nie jest magiem.
A potem opowiedział Olsze o tym, jak Krogulec utracił moc i czemu, Olcha zaś zaakceptował tę opowieść. Jednak tu, w obecności człowieka, który rozmawiał ze smokami i odnalazł pierścień Erreth-Akbego, przemierzył królestwo śmierci i władał Archipelagiem przed królem, jego umysł przywołał znów pieśni i legendy. I choć widział przed sobą starego człowieka, pogodnie zajmującego się ogrodem, pozbawionego aury mocy poza tą, którą daje doświadczenie długiego mądrego życia, nadal dostrzegał w nim wielkiego maga. Toteż niezmiernie trapił go fakt, iż Krogulec ma żonę.
Żonę, córkę, pasierba… Magowie nie miewają rodzin. Zwykły czarownik, taki jak Olcha, może się ożenić bądź nie, lecz ci, którzy władają prawdziwą mocą, zawsze pozostają samotni. Olcha z łatwością potrafił wyobrazić sobie swego towarzysza dosiadającego smoka, ale jako męża i ojca — nie. Tego nie umiał. Spróbował jednak. Zapytał:
— Twoja… żona… jest teraz u swego syna?
