centrum przez resztę dnia.

– Na pewno wiesz, gdzie jesteśmy, Joey?

Kobieta, którą kochałem, prosiła mnie o pomoc! Poczułem się, jakbym umiał trafić do domu nawet z mrocznej strony księżyca.

– Żaden problem – rzekłem z pewnością siebie leminga, który wierzy, że czeka go miły dzień na plaży. – Chodź za mną. No chodź! – Ruszyłem w głąb ulicy.

Rowena wahała się jeszcze chwilę, po czym odwróciła się do Teda plecami i pomaszerowała za mną. Ted przez chwilę patrzył na nią, wstrząśnięty, potem machnął ręką w geście „a niech tam".

– To twój pogrzeb. Powiem Dimasowi, żeby rozesłał ekipy poszukiwawcze! – krzyknął, po czym roześmiał się i uniósł pięść w zwycięskim geście.

Musi być fajnie grać wyłącznie dla siebie.

Rowena dogoniła mnie i jakiś czas maszerowaliśmy razem w milczeniu. Przeszliśmy przez park Arkwright i skierowaliśmy się na północ – no, chyba – na Corinth Street.

Po sześciu przecznicach uświadomiłem sobie coś bardzo ważnego – dobrze jest wiedzieć, gdzie się jest, ale jeszcze lepiej wiedzieć, dokąd się idzie. A tego właśnie nie wiedziałem – zaledwie po paru minutach poczułem się bardziej zagubiony niż kiedykolwiek wcześniej. A co gorsza, Rowena też to wiedziała – poznałem to po tym, jak na mnie patrzyła.

Zaczynała mnie ogarniać panika. Nie chciałem zawieść Roweny. Ale też nie chciałem, żeby zobaczyła, jak robię z siebie głupka. Powiedziałem zatem: „Zaczekaj chwilkę" i nim zdołała cokolwiek odrzec, pobiegłem naprzód.

Kierowała mną rozpaczliwa nadzieja: może znajdę następną znaną mi ulicę albo miejsce. Skręciłem za róg i po kolejnej przecznicy ujrzałem budynek, który wyglądał znajomo. Ruszyłem ku niemu – Arkwright Boulevard, równoległą do parku – by się upewnić.


***

Pogoda w Greenville nawet w najlepszych czasach bywa dość osobliwa. Sprawia to bliskie sąsiedztwo Grand River, dzięki której mamy tutaj browary i turystów, których przyciągają znane szlaki i wodospady. Lecz rzeka jest także źródłem mgły, rozpełzającej się po mieście za każdym razem, gdy nadchodzą chłody. Jedna z owych mgieł zaczynała gęstnieć na rogu Arkwright i Corint. Zagłębiłem się wprost w nią i poczułem na twarzy zimne krople. Zazwyczaj kiedy znajdziemy się we mgle, ta wydaje się rzadsza, ale nie tym razem. Czułem się, jakbym wędrował w chmurze gęstego dymu, szarego i oślepiającego.



6 из 155