
Poza tym osobliwe, przynajmniej dla mnie, jest również, że wśród uznanych twórców tej teorii nie ma żadnych kobiet (egocentryczny Einstein chorobliwie nie znosił dzielić się sławą i geniuszem, nigdy więc nie potwierdził naukowego udziału porzuconej przez siebie żony, Serbki, Milevy Marić przy tworzeniu swojej teorii). Może dlatego, że kobiety wierzą naprawdę w Wielki Kres i prawdziwy koniec czasu. Mężczyźni – nie tylko zresztą fizycy – natychmiast stworzą nowe osobliwości i nowe, przeważnie o wiele młodsze, wszechświaty. Znajdą na nie te same równania i zaczną wszystko od początku. Od nowego Wielkiego Wybuchu. Powstanie od niego nowy wszechświat. Dla kobiet z „minionego Wielkiego Wybuchu” jest to natomiast najprawdziwsza osobliwość i cały wszechświat kończy się im naprawdę. I jest to także niesłychana deformacja. Marszczy im się wszechświat i marszczy się im wysuszana przez parujące łzy skóra pod oczami. Ale najbardziej je boli, kiedy „marszczy się” im dusza. Gdy już przestaną płakać i pogodzą się, że łzami i krzykiem nie da się spowodować, aby 1 i 1 było l, bo Jemu wychodzi, że jest to od nowego Wielkiego Wybuchu 2 + 1. Godzą się z tą arytmetyką. Milkną i się kurczą. Z gwiazd Supernowych stają się Karłami.
Czasami i Supernowe, i Karły mieszkają na jednym piętrze…
