
— Tylko tak długo można utrzymać skindrom — wyjaśnił. — Skindrom jest to — hm, nazwijmy to urządzeniem transmisyjnym, które umożliwia mi ukazanie się w waszym czasie. Wymaga to takiego wydatku energii, że podróż w przeszłość odbywa się tylko raz na pięćdziesiąt lat. Ten przywilej przyznaje się jako coś w rodzaju Gobla. Chyba dobrze powiedziałem. To jest Gobel, tak? Taka nagroda w waszych czasach.
— Nie chodzi panu przypadkiem — błysnęła mi myśl — o Nobla? Nagrodę Nobla?
Przytaknął mi entuzjastycznie.
— Tak jest! Nagroda Nobla! Taka podróż jest przyznawana wyróżniającym się naukowcom, jako rodzaj nagrody Nobla. Co pięćdziesiąt lat człowiek wybrany przez gardunax jako najwybitniejszy i tak dalej. Do tej pory oczywiście zawsze dostawał ją jakiś historyk, no i marnowali ją na oglądanie oblężenia Troi, pierwszego wybuchu atomowego w Los Alamos, odkrycia Ameryki, takie tam. Ale w tym roku…
— Tak? — ponaglił go Morniel drżącym głosem. Nagle obaj przypomnieliśmy sobie, że pan Glescu znał jego nazwisko. — A jaką dziedziną nauki pan się zajmuje?
Pan Glescu lekko skłonił głowę.
— Jestem krytykiem sztuki. Moja specjalność to historia sztuki. A w dziedzinie historii sztuki zajmuję się…
— Czym!? — prawie krzyknął Morniel, a głos mu autentycznie dygotał. — Czym pan się zajmuje?
Znów lekkie skinienie głową.
— Panem, panie Mathaway. W moich czasach, mogę to bez obawy powiedzieć, jestem największym żyjącym autorytetem w dziedzinie życia i twórczości Morniela Mathawaya. Zajmuję się właśnie panem.
Morniel zbladł. Po omacku doszedł do łóżka i usiadł ostrożnie, jakby był z porcelany. Kilka razy otworzył i zamknął usta i wyglądało na to, że nie może wydobyć z siebie ani słowa. Wreszcie przełknął ślinę, zacisnął pięśći i wziął się w garść.
— Czy… czy chce pan powiedzieć — udało mu się w końcu wymamrotać — że jestem sławny? Tak sławny?
