

Dokumentacja, rzeczywiście…
Niech ją sobie wetknie w dziurki od nosa.

Największym nieszczęściem kobiet stało się równouprawnienie.

Biologia, niestety, nie poszła z postępem. Opór jakiś głupi stawiła, ludzie swoje, a ona swoje i nikt jej nijak nie może dać rady.
Z niesmakiem należy stwierdzić, że nadal tylko kobiety rodzą dzieci, a w dodatku karmią je własną piersią i żaden chłop się za to nie łapie. Żaden także nie rwie się entuzjastycznie do zajęć, przez całe wieki uważanych za damskie. Jedyne katusze, jakie sobie dobrowolnie zadają, to trwała ondulacja, a i tak gdzie tej dzisiejszej, zimnej, do dawnej, robionej na gorąco!
Jedna pani powiedziała kiedyś, że chodzi do fryzjera i robi trwałą wyłącznie po to, żeby przeżyć nieziemską błogość w chwili zdejmowania owych gorących blach z głowy.

Mężczyźni przytomnie zdecydowali się na tę operację dopiero od momentu, kiedy zaczęła przebiegać ulgowo i można im tylko zazdrościć zdrowego rozsądku.
Kobiety zaś musiały stracić wszelki rozum.
Mało im było rodzenia dzieci, mało rozrywek domowych w postaci prania, sprzątania, gotowania i szycia, mało udręk z chłopami, których musiały obsługiwać, czuły zapewne jakiś niedosyt masochistyczny, postanowiły bowiem pracować zawodowo i zarabiać pieniądze. Tym sposobem do wszystkich zajęć tradycyjnych dorzuciły sobie zajęcia modernę.
Szczęśliwa z pełni życia kobieta, pławiąca się w orgii praw politycznych i obywatelskich, w jednej dłoni dzierżąca odkurzacz, a w drugiej kalkulator, trzecią, z czułym uśmiechem na ustach nalewa herbatkę mężowi, czwartą poprawia dziecku błędy w szkolnym zeszycie, piątą wiąże tobół z brudami, żeby je odwieźć do pralni, szóstą… nie, zaraz, czy nie pomyliło mi się z ośmiornicą…? A, co tam, szóstą robi sobie kunsztowny makijaż, siódmą podlewa kwiatki… Ósmą zmywa.
