W szczytowej fazie skomplikowanych doznań przestaje panować nad sobą, dociera do kresu wytrzymałości, bielma dostaje na oczach i szczękościsku, i taki właśnie moment służy jej eksplozywnie do chwytania byczych rogów. W najmniejszym stopniu nieprzygotowana na cios, bez pojęcia o tym, co ma nastąpić dalej, niezdolna do niczego, traci grunt pod nogami i popada w rozpacz.


No i na co jej te kwiaty?


Jednostka jako taka rozsądna i przezorna zaczyna od pogawędki ze sobą. Zastępuje podejrzanego mężczyznę, przyjmuje ewentualność najgorszą i nastawia się na klops radykalny. Na przykład:


Ona: Słuchaj, kochanie, chciałabym z tobą porozmawiać.

On: (milczy)

Ona. Słuchaj, kochanie, czy możemy porozmawiać?

On: Hmmmmm.

Ona: Słuchaj, kochanie…


Żeby nie tracić niepotrzebnie czasu i nie marnować całego dnia na pogawędkę ze sobą, z wysiłkiem usuwa z umysłu fanaberie upartego głąba i przechodzi od razu do kolejnej fazy, kiedy on już wreszcie odłożył gazetę i z wyrazem twarzy:


a. męczeńskim,

b. wściekłym,

c. kamiennym i nieodgadnionym,

d. obłudnie życzliwym,

e. podejrzliwie wrogim,

f. buntowniczym,

zaczął wydawać z siebie dźwięki ludzkiej mowy.

Ona: Panuje między nami nieprzyjemna atmosfera

i jakiś taki jesteś dla mnie niemiły. O co chodzi?



9 из 98