
Jedno z całą pewnością: Uwielbia być najmądrzejszy i zawsze mieć rację.
Nie trawi absolutnie: Zostać niezbicie przekonany, że nie miał racji.
Udowodnienie mu powyższego może spowodować, że stracimy go bezpowrotnie. Nie wytrzymał z nami.
Jeśli zatem naprawdę zależy nam, żeby go mieć i żeby mu na nas zależało, dajmy sobie spokój z jakimikolwiek protestami.
Nawet gdyby autorytatywnie twierdził, że świnia ma sześć nóg i szczątki skrzydeł w zaniku, zgódźmy się bez oporu. Później, co prawda, dowiemy się, że opinia w kwestii ilości odnóży i skrzydeł pochodziła od nas, ale co nam zależy?
Niech mu będzie, wykrzeszmy z siebie skruchę i podziw dla jego wiedzy. Przynajmniej okażemy się osobą, która, dzięki niemu, może się czegoś nauczyć, co w jego oczach będzie naszą potężną zaletą.
Uczciwie musimy stwierdzić, że besserwisser od czasu do czasu rzeczywiście coś wie. Zdarza się, że możemy mu zaufać z zamkniętymi oczami.
Ostrzegam, że nader rzadko…
Taki zatem (któryś z nich albo wszyscy razem) nie znosi: 1.
Wprowadzania jakichkolwiek zmian bez pytania go o zdanie.
2. Naszej jazdy samochodem bez niego.
3. Najmniejszej niepunktualności, szczególnie przy posiłkach.
4. Niespodziewanych wizyt naszych gości.
Itp.
Natomiast przyjemność mu sprawia: 1. Podejmowanie decyzji, co ma być na obiad.
2. Wzbranianie nam wyjścia z domu akurat, kiedy mamy umówioną wizytę u kosmetyczki.
3. Dobieranie nam znajomych i przyjaciół.
I w ogóle: Nasze absolutne i bezgraniczne posłuszeństwo.
Metody działania, jakie pozwolą nam z nim w miarę bezboleśnie wytrzymać, w zasadzie są trzy: Jedna: z zaskoczenia.
Druga: z przygotowaniem.
Trzecia: pośrednia.
Przy pierwszej po prostu robimy to, co uważamy za słuszne albo co nam się podoba, post factum z wielką troską zawiadamiając go o tym i okazując nadzwyczajne zmartwienie, że był nam przedtem niedostępny i nie mogłyśmy się go poradzić. Spotkamy się z naganą, ale, chwalić Boga, swoje już mamy załatwione.
