
Przy drugiej dyplomatycznie pytamy go o zdanie, z reguły wysuwając propozycję odwrotną od naszej własnej, upragnionej.
Istnieje prawie sto procent pewności, że skrytykuje nas i opowie się za przeciwieństwem, czyli akurat tym, na czym nam zależy. I już mamy z głowy.
Przy trzeciej wydajemy entuzjastyczny okrzyk: „Kochanie, miałeś rację! Rzeczywiście do tej potrawy pasuje tylko cynamon!” Ten pociąg ma trzy przesiadki i nie nadaje się do niczego, ten facet nie zasługuje na zaufanie, ten film jest beznadziejny i nie warto go oglądać, ten produkt źle działa na wątrobę. Bez znaczenia, on i tak nie będzie pamiętał, co twierdził, a nawet gdyby twierdził coś wręcz przeciwnego, chętnie przyjmie informację o własnej nieomylności.
I już zyskujemy przyjemną atmosferę…
Ponadto: a. Jeśli zacznie nam wyrywać z ręki pomidorka albo cebulkę, upierając się, że nie tak się to kroi, tylko inaczej…
b. Jeśli odepchnie nas z niesmakiem od patroszonej właśnie ryby, bo on umie lepiej…
C. Jeśli uprze się, że do pralki wkłada się inny zestaw garderoby…
d. Jeśli zaprezentuje odmienny pogląd na sposób zmywania naczyń…
e. Jeśli skrytykuje naszą metodę dokonywania zakupów i sam pokaże lepszą…
Na litość boską, siedźmy cicho i nie protestujmy ani jednym słowem1
Zostawmy mu te arcydzieła. Niech kroi cholerne pomidorki i cebulki, niech wkłada pranie, niech patroszy ryby, niech zmywa, ile zechce, niech robi zakupy…
Wszystko zaś, na czym nam naprawdę zależy i co do czego mamy własne zdanie, zróbmy po prostu w tajemnicy przed nim.
Nie siedzi nam przecież na głowie bez przerwy?
Jeśli siedzi, przykro nam, ale należałoby może pomyśleć o dłuuuuuugiej wycieczce do Australii…
Nonsens. Mamy wszak z nim wytrzymać.
Ciekawe, swoją drogą, dlaczego…?
Mamy milczka, z którego wydrzeć słowo trudniej niż kilofem urąbać w kopalni dwadzieścia ton węgla.
