
Ten rodzaj postępowania w zasadzie jest naganny i nie cieszy się pełną aprobatą społeczeństw, a jeśli nawet, to nie jawnie. Przemoc fizyczna owszem, w pewnym stopniu bywa wskazana, jednakże bez przesady. Nie jesteśmy małpą człekokształtną (a przynajm-niej mamy nadzieję, że nie jesteśmy), tylko jednostką ludzką, dysponujemy zatem szerszym wachlarzem możliwości zdobywczych. Nasze trudności w tej dziedzinie biorą się z braku cierpliwości kobiet. Między nami mówiąc, te baby są koszmarne. Musimy zdawać sobie sprawę, że logiki się od nich nie doczekamy. Chcą być zdobywane, a zarazem zdobywczość męską chwyt-ają za gardło, dławią, duszą, walą obuchem i zgoła uniemożliwiają. Same się rzucają na upatrzonych partnerów, niczym rozżarte harpie, chwytają za trwałą ondulację… W tym miejscu pojawia się dygresyjne niejako, pełne wątpliwości pytanie: co z tymi włosami? Były czasy, kiedy mężczyźni nosili bujne sploty, dumni z ich urody, ale wraz ze splotami nosili szpady przy boku, szpad używali często i jakoś to się równoważyło. Obecnie noszą broń palną, no, może niekiedy także brzytwy, ale to nie to samo. O fechtunku na brzytwy nie słyszałam, a sama znałam jednostkę płci żeńskiej, która wystrzeliła z armaty. Przewróciła się przy tym, ale to drobiazg, swoją kobiecość jakoś musiała podkreślić. Co dla takiej spluwa, kopyto, pepesza, ewentualnie kałasznikow? A te męskie kędziory spływają w splotach po pas i powiewają na wietrze… Nader silnie obawiamy się, że coś w tym jest. Wracając do tematu, szczytowym męskim osiągnięciem byłoby przejęcie inicjatywy. Nie poddawać się wyborowi, wybrać samemu i przystąpić do zdobywania bezzwłocznie, inaczej bowiem nasza wybranka straci cierpliwość i też się na nas rzuci, wydzierając nam z rąk podstawowy atut. Co prawda, ta sztuka od tysiącleci mężczyznom się nie udaje. Na kobiety nie ma mocnych, zrobią swoje, jak nie siłą, to podstępem. Co szkodzi jednakże spróbować? Kobieta, rzetelnie i umiejętnie zdobyta, w olbrzymim stopniu porzuci inne wymagania i nie zatruje nam życia bez reszty. Wciąż będziemy w jej oczach prawdziwym mężczyzną, nawet jeśli nie uda nam się zmienić przepalonej żarówki w lampie pod sufitem. Zleciawszy z drabinki, pozostaniemy poszkodowanym bohaterem, a nie idiotą i niedojdą.