
bo na przykład w niedzielę nasz bank (warsztat, sklep, laboratorium, plac budowy, urząd i tak dalej) jest zamknięty na mur, możemy użyć sposobu następującego: Przyjmujemy wyraz twarzy ponury i gniewny, przez co najmniej dwie minuty, milcząc, patrzymy w okno, po czym zawiadamiamy naszą kobietę, że musimy natychmiast wyjść, ponieważ trzaska nas straszna cholera.
Nie, nie na nią, broń Boże, na Kowalskiego. Jesteśmy na niego tak wściekli, że nie zdołamy się opanować
i zrobimy awanturę jej, niewinnej. Musimy wylecieć z domu i pędząc przed siebie wydyszeć naszą wściekłość. Uspokoiwszy się, wrócimy natychmiast. I już wkładamy płaszczyk. No, rzecz jasna, natychmiast spyta o przyczyny. Co też takiego ten Kowalski, mu zrobił? Na to pytanie nie odpowiemy wcale. Nie możemy o tym mówić, bo szlag nas trafi. Powiemy jak wrócimy, już na spokojnie. Wracamy po dowolnym czasie, w pogodnym nastroju i nadal nie będziemy rozmawiać o Kowalskim, bo to by znowu wpędziło nas w furię, a nie zamierzamy psuć sobie humoru.
Naciśnięci, kwestię Kowalskiego załatwiamy jednym zdaniem. Zależnie od wykonywanego przez nas zawodu, Kowalski:
– zepsuł kosztowne narzędzie, za które jesteśmy odpowiedzialni,
– wysłał w naszym imieniu niewłaściwy dokument do niewłaściwej osoby,
– pomylił naszych pacjentów i cud boski, że obaj wyżyli,
– powiedział o nas śmiertelną głupotę, którą teraz będziemy odkręcać,
– zgubił dzieło naukowe, które pożyczyliśmy od profesora,
– przyjął do pracy kretyna,
– zostawił odciski palców tam, gdzie ostatnio dokonaliśmy włamania.
Zważywszy, iż, de facto, do Kowalskiego nic nie mamy i żadne szały nami nie szarpią, właściwy komunikat wymyślimy bez trudu. Dla zmiany tematu zapytamy ją, gdzie się podziała ta śliczna niebieska sukienka, którą nosiła tak niedawno? Błąd Kowalskiego i niebieska sukienka jest to repertuar żelazny, który zdaje egzamin zawsze. Różne inne nasze nieobecności możemy zrównoważyć drobiazgiem. Do równoważących drobiazgów zaliczają się:
