Myron otworzył usta, zamknął je i powiedział:

– Żadnego.

– Właśnie. Babska koszykówka. Strata czasu.

– Nie w tym rzecz. Rzadko teraz chodzę na zawody.

Nie zabrzmiało to przekonująco.

Pokręciła głową i zamilkła.

– Brenda…

– Zapomnij, że cokolwiek powiedziałam. Byłam głupia, że poruszyłam ten temat.

Ton jej głosu nie zachęcał do dalszej rozmowy. Myron miał ochotę się bronić, lecz nie wiedział jak. Uznał więc, że najlepiej zamilknąć. Powinien to robić częściej.

– Przy następnej przecznicy skręć w prawo – powiedziała.

– Co się stało potem? – spytał.

Spojrzała na niego.

– Z łobuzami, którzy cię wyzwali. Co się stało, gdy twój ojciec się na nich rzucił?

– Do niczego poważnego nie doszło, bo wkroczyli ochroniarze. Wyrzucili tych chłopaków z sali. Tatę również.

– A gdzie puenta tej historii?

– To nie był jej koniec. – Brenda urwała, opuściła oczy, wydobyła z pamięci jakiś szczegół i podniosła głowę. – Trzy dni potem tych dwóch chłopców… Claya Jacksona i Arthura Harrisa… znaleziono na dachu kamienicy. Ktoś ich związał i przeciął sekatorem ścięgna Achillesa.

Myron zbladł. Żołądek mu zanurkował.

– Twój ojciec?

Skinęła głową.

– Robił podobne rzeczy przez całe życie. Nie takie potworne. Ale zawsze mścił się na tych, którzy mnie skrzywdzili. Kiedy byłam małą dziewczynką, półsierotą, chętnie uciekałam pod jego skrzydła. Ale już nie jestem mała.

Myron w roztargnieniu sięgnął ręką w dół i dotknął nogi nad kostką. Ścięgno Achillesa przecięte sekatorem? Starał się nie okazać po sobie osłupienia.

– Policja z pewnością go podejrzewała – powiedział.

– Tak.

– Dlaczego go nie aresztowali?



19 из 241