
Ale o tym również nie mogło być mowy.
Za plecami usłyszał kroki. Zamknął oczy. Tak jak oczekiwał, kroki się zbliżyły. Nie odwrócił się, gdy ucichły.
– Zabiłeś ją – powiedział.
– Tak.
W brzuchu stajała mu bryła lodu.
– Ulżyło ci? – spytał.
– Rzecz w tym, Myron, czy ulżyło tobie – odparł zabójca, pieszcząc jego kark głosem jak zimna, bezkrwista ręka.
1
30 sierpnia
– Nie jestem niańką. Jestem menedżerem – wybąkał Myron, garbiąc się w ramionach.
– Naśladujesz Belę Lugosiego? – spytał z bolesnym grymasem Norm Zuckerman.
Człowieka słonia.
– Aj, nieładnie. Kto mówi o niańczeniu? Czy ja powiedziałem „niańka”, czy ja powiedziałem „niańczenie”? Czy ja powiedziałem „mamka”, „piastunka”, „opiekunka do dziecka” albo choćby, na ten przykład, „dziecko”…
Myron podniósł rękę.
– Zrozumiałem, Norm.
Siedzieli pod koszem w Madison Sąuare Garden na drewnianych krzesłach o płóciennych oparciach, na których widnieją nazwiska gwiazd filmowych. Krzesła ustawiono tak wysoko, że siatka kosza niemal muskała Myronowi włosy. Na boisku trwały zdjęcia. Pełno było reflektorów z blendami, wysokich, chudych kobiet-dzieci, trójnogów i zaganianych, krzątających się osób. Myron czekał, aż ktoś weźmie go omyłkowo za modela. Nadaremnie.
– Musisz mi pomóc. Tej młodej kobiecie może coś grozić – rzekł Norm.
Dobijający siedemdziesiątki Zuckerman, dyrektor naczelny Zoomu, wielkiego koncernu odzieży sportowej, miał więcej pieniędzy niż Donald Trump, ale wyglądał jak bitnik, któremu odbiło na haju. Fala retro wzbiera, wyjaśnił wcześniej. Zabrał się z nią, odziewając się w psychodeliczne poncho, wojskowe spodnie polowe, paciorki i kolczyki z pacyfami. Obłęd, bracie! W jego szpakowatej zmierzwionej brodzie mogłyby się zalęgnąć larwy, a na głowie miał świeży ondul jak statysta z filmowego obciachu Godspell.
