
– Czy wiecie, kim on jest? – zapytał Rodin.
– Jeszcze nie. Na razie pozostaje anonimowy.
– Proszę streścić mi wyniki.
– Mamy czarno-biały film, na którym widać jasnego mini-vana, wjeżdżającego na parking jedenaście minut przed strzelaniną. Spod kurzu i brudu nie widać numerów rejestracyjnych, a kamera filmowała pod ostrym kątem. Jednak prawdopodobnie był to dodge caravan, nienowy, z dodatkowo przyciemnionymi szybami. Obecnie przeglądamy starsze kasety, ponieważ jest oczywiste, że już wcześniej wjechał na ten parking i nielegalnie zablokował jedno z miejsc styropianowym słupkiem nadzoru ruchu, skradzionym z jakiejś budowy.
– Możemy dowieść, że go ukradł?
– W porządku, zabrał.
– Może pracuje w zarządzie dróg i komunikacji.
– Może.
– Sądzi pan, że ten słupek pochodzi z przebudowywanej First Street?
– Prace są prowadzone w całym mieście.
– First Street jest najbliżej.
– Nie interesuje mnie, skąd wziął się ten słupek.
Rodin kiwnął głową.
– Zatem zarezerwował sobie miejsce do parkowania? Teraz Emerson kiwnął głową.
– Tuż obok nowej części parkingu. Dlatego słupek nie budził niczyich podejrzeń. Mamy świadka, który widział go tam co najmniej godzinę wcześniej. Na słupku są odciskipalców. Całe mnóstwo. Ślady prawego kciuka i palca wskazującego są identyczne z tymi, które znaleźliśmy na ćwierć-dolarówce wyjętej z parkometru.
– Zapłacił za parkowanie?
– Najwidoczniej.
Rodin zastanowił się.
– To na nic – rzekł. – Obrona będzie twierdzić, że mógł ustawić ten słupek bez złych zamiarów. No wie pan, po prostu z egoizmu. A ta moneta mogła tam tkwić od wielu dni.
Emerson uśmiechnął się. Policjanci swoje, a prawnicy swoje.
– To nie wszystko – powiedział. – Zaparkował, a potem przeszedł przez plac budowy. W kilku miejscach pozostawił ślady, włókna z ubrania i butów. Ponadto będzie miał na sobie mikrocząsteczki z miejsca zbrodni, głównie pył cementowy. Zapewne sporo.
