
Rodin pokręcił głową.
– To jedynie dowodzi, że był na miejscu zbrodni w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Nic poza tym. To za mało.
– Mamy trzy dowody pozwalające zidentyfikować jego broń – rzekł Emerson.
Rodin nadstawił ucha.
– Jeden strzał chybił – powiedział Emerson. – Kula wpadła do fontanny. I wie pan co? Właśnie tak nasi eksperci od balistyki sprawdzają broń. Oddają strzał do długiego zbiornika z wodą. Woda spowalnia i zatrzymuje pocisk, nie uszkadzając go. Tak więc mamy dziewiczo nową kulę ze wszystkimi otarciami i rysami potrzebnymi do powiązania go z bronią sprawcy.
– Możecie ją znaleźć?
– Mamy również drobiny lakieru z miejsca, gdzie opierał broń o mur.
– To dobrze.
– Pewnie. Znajdziemy karabin i dopasujemy drobiny lakieru do rys. To równie dobre jak DNA.
– A znajdziecie ten karabin?
– Znaleźliśmy jedną łuskę. Ma na sobie ślady pozostawione przez mechanizm wyrzutnika. Tak więc mamy kulę oraz łuskę. One pozwalają powiązać broń ze zbrodnią. Zarysowania lakieru dowodzą, że z broni celowano w kierunku placu. A to z kolei dowodzi, że sprawcą jest człowiek, który pozostawił te wszystkie ślady na parkingu.
Rodin milczał. Emerson wiedział, że prokurator myśli o procesie. Dowody rzeczowe czasem trudno sprzedać sądowi. Brak imludzkiego wymiaru.
– Na łusce są odciski palców – powiedział Emerson. -
Pozostawił je, kiedy ładował magazynek. Taki sam odcisk kciuka i wskazującego palca jak na ćwierćdolarówce z parkometru i na styropianowym słupku. Tym samym możemy powiązać zbrodnię z bronią, broń z amunicją, a amunicję z facetem, który jej użył. Rozumie pan? Wszystko się zgadza.
Facet, broń, zbrodnia. Wszystko idealnie pasuje.
– Na filmie widać odjeżdżający samochód?
– Dziewięćdziesiąt sekund po tym, jak dyspozytor odebrał pierwszy telefon.
