– To mój ojciec – odparłem z dumą.

– Och… – stropił się Eric, szukając Milky Way w moim pudełku na drugie śniadanie. – Nie wiedziałem, że mam ojca.

To się nazywa oberwać prosto w twarz.

Dojrzewałem zatem pod opieką mojej matki. Była naprawdę miłą kobietą, słodka i łagodną, matką, o jakiej można tylko marzyć. Nie zastąpiła jednak i nie mogła zastąpić męskiej obecności w moim życiu i ten fakt, połączony z rosnącym rozczarowaniem, jakie odczuwałem w stosunku do ojca, uczynił ze mnie kogoś w rodzaju buntownika już w bardzo młodym wieku. Ale nie łobuza, w żadnym wypadku. Razem z kolegami wymykałem się czasami wieczorem i mazaliśmy mydłem szyby samochodów albo pogryzaliśmy prażone orzeszki na cmentarzu za kościołem, lecz w latach pięćdziesiątych to wystarczyło, żeby inni rodzice potrząsali głowami i szeptali do swoich pociech: „Nie chcesz chyba brać przykładu z młodego Cartera. Jest na najlepszej drodze, żeby wylądować w wiezieniu”.

Ja – łobuz. Dlatego, że jadłem orzeszki na cmentarzu. Wyobrażacie sobie?

Tak czy inaczej, mój ojciec i Hegbert niezbyt się lubili, ale poróżniła ich nie tylko polityka. Nie, wyglądało na to, że znali się z dawnych czasów. Hegbert był o jakieś dwadzieścia lat starszy od mojego ojca. Mój dzidek – niezależnie od tego, że spędzał mnóstwo czasu z moim ojcem – był prawdziwym sukinsynem i w zupełności zasługiwał na to miano. To on zresztą zgromadził rodzinną fortunę, nie chce jednak, byście odnieśli wrażenie, iż był niewolnikiem własnej firmy, ciężko harującym i patrzącym, jak z biegiem czasu powoli się powiększa. Mój dziadek był o wiele cwańszy. Sposób w jaki zarobił pieniądze, był bardzo prosty – zaczął jako przemytnik, sprowadzając rum z Kuby i bogacąc się na tym przez cały okres prohibicji. Potem zaczął kupować ziemię i puszczał ją w dzierżawę. Brał dziewięćdziesiąt procent forsy, którą dzierżawcy uzyskiwali ze sprzedaży tytoniu, a potem pożyczał im pieniądze, kiedy tylko chcieli, wyznaczając astronomiczne odsetki.



10 из 137