— Wiem, wiem.

— Ale nasi wrogowie przewyższali nas pod względem liczebnym — zauważył uprzejmy sierżant. — I nadal jest ich więcej. Te niezliczone miliony Rosjan i Chińczyków! Musieliśmy mieć więcej ludzi. Musieliśmy przynajmniej utrzymać swoje pozycje. To dlatego medycy zaczęli przywracać do życia zmarłych.

— Wiem o tym wszystkim. Niech mi pan wierzy, sierżancie, że naprawdę chcę, abyśmy wygrali. Bardzo tego chcę. Byłem dobrym żołnierzem. Ale zginąłem trzy razy i…

— Problem w tym — przerwał mi sierżant — że Czerwoni też przywracają swoich do życia. Dlatego w tej chwili najważniejsza jest walka o personel zdolny do walki. W ciągu kilku najbliższych miesięcy sprawa się rozstrzygnie, tak czy inaczej. Czy nie mógłbyś zapomnieć o tej pomyłce? Obiecuję ci, że jak cię znowu zabija, zostawimy cię w spokoju. Ale tym razem puść to w niepamięć.

— Chcę się widzieć z Inspektorem Generalnym — oświadczyłem.

— Jak sobie życzycie, szeregowy — uprzejmy sierżant powiedział to niezbyt przyjaznym tonem. Udajcie się do pokoju 303.

Poszedłem do 303 i czekałem. Miałem lekkie wyrzuty sumienia z powodu zamieszania, jakie wywołałem. Poza wszystkim toczyła się przecież wojna. Ale równocześnie byłem zły. Żołnierz ma swoje prawa, nawet w czasie wojny. Ci przeklęci bramini…

W śmieszny sposób zyskali ten przydomek. Byli po prostu medykami, a nie żadnymi Hindusami, braminami czy kimś takim. Nazywano ich tak z powodu artykułu, jaki ukazał się w gazecie kilka lat temu, kiedy cała ta sprawa była jeszcze nowa. Facet, który napisał ten artykuł, opowiedział o tym, jak dzięki medykom zmarli mogą być przywracani do życia i to w takim stanie, że nadają się do wysłania na front. Wtedy była to jeszcze ogromna sensacja. Autor zacytował wiersz Emersona, który zaczynał się tak:



4 из 8