
Tak to właśnie było. Jeśli zabiłeś kogoś, nigdy nie wiedziałeś, czy pozostanie martwy, czy też wróci następnego dnia do okopów i będzie do ciebie strzelał. Ty sam też nie miałeś pewności, czy pozostaniesz martwy, jeśli cię zabito. Wiersz Emersona miał tytuł „Brahma”, więc naszych medyków zaczęto nazywać braminami. Początkowo nie było źle zostać przywróconym do życia. Nawet pomimo bólu dobrze jest żyć. Ale w końcu przychodzi taka chwila, że masz dość nieustannego umierania i przywracania do życia. Człowiek zaczyna się zastanawiać, ile śmierci jest winien swojej ojczyźnie i czy nie byłoby miłe i odprężające, gdyby można przez jakiś czas pozostać martwym. Zaczynasz tęsknić za długim snem.
Władze to zrozumiały. Zbyt częste przywracanie do życia źle wpływa na morale. Ustalono więc limit trzech wskrzeszeń. Po trzecim możesz wybrać przeniesienie na drugą linię albo trwałą śmierć. Władze wolały nawet, jeśli wybierałeś śmierć; człowiek, którego zabito trzy razy, ma bowiem bardzo negatywny wpływ na morale cywilów. I większość wyczerpanych walką na froncie żołnierzy wolała pozostać martwa po trzeciej śmierci.
Ale ja zostałem oszukany. Przywrócono mnie do życia czwarty raz. Jestem równie gorącym patriotą jak i inni, ale na to nie zamierzałem się zgodzić.
W końcu pozwolono mi zobaczyć się z adiutantem Inspektora Generalnego. Był to pułkownik, szczupły, szary, taki co to nie lubi żartów. Poinformowano go już o moim przypadku i nie poświęcił mi dużo czasu. Rozmowa była zwięzła.
