
Słońce stało coraz niżej nad horyzontem i jego promienie przenikały między półkami biblioteczki stojącej pod oknem w rogu salonu. Lauren przespała prawie całe popołudnie. Rzuciła okiem na zegarek i poszła do łazienki. Opłukała twarz, a potem otworzyła drzwi szafy, wahając się, czy wybrać spodnie, czy dresy. Mogła sobie pozwolić tylko na krótki bieg po alejach Mariny, jeśli chciała zdążyć na nocny dyżur, ale uznała, że musi się trochę przewietrzyć.
Przebrała się, rezygnując z porządnej kolacji, i postanowiła, że wobec tak absurdalnych godzin pracy zje cokolwiek po drodze. Wcisnęła przycisk automatycznej sekretarki. Głos przyjaciela przypominał jej, że tego wieczoru mają oboje iść na projekcję jego nowego filmu. Skasowała wiadomość, nie czekając nawet, aż Robert poda godzinę spotkania.
Ford przed kwadransem zjechał z Jedynki”. W dali, na zboczu, widać już było ogrodzenie posiadłości. Arthur wszedł w zakręt i skierował wóz w stronę Carmelu.
– Mamy mnóstwo czasu, zostawmy najpierw rzeczy – zaproponował Paul.
Ale Arthur nie chciał zawracać – miał inne plany.
– Powinienem był kupić spinacze do bielizny – ciągnął Paul. – Jeżeli nawet zdołamy przebić się przez tę masę pajęczyn, to dom i tak będzie cuchnął stęchlizną, jak myślisz?
– Czasami zastanawiam się, czy ty kiedyś dorośniesz. Dom jest regularnie sprzątany, czeka na ciebie łóżko z czystą pościelą. Nie przyszło ci do głowy, że we Francji też są telefony, a nawet komputery, Internet i telewizja? Chyba tylko w kafejce w Białym Domu wszyscy są przekonani, że Francuzi nie mają bieżącej wody!
Jechał teraz drogą prowadzącą na szczyt wzgórza. Przed nimi wznosiła się kuta brama cmentarza.
Kiedy Arthur wysiadł, Paul zajął miejsce za kierownicą.
– Przyznaj jednak, że w tym zaczarowanym domu, który sam dba o siebie, kiedy cię nie ma, kuchenka i lodówka nie wpadły na pomysł, żeby przygotować nam kolację?
– Nie, na to nie możesz liczyć.
