
Paul o mało nie przeoczył zjazdu z autostrady na ślimak, który prowadził do Trzeciej Ulicy, więc w ostatniej chwili przeciął kilka pasów ruchu i ten niebezpieczny manewr ściągnął na niego przekleństwa kierowców. Rozbrzmiały klaksony.
– Przepraszam – wymamrotał, zerkając w lusterko wsteczne.
– Nie przejmuj się, gdybyś raz przejechał przez Etoile, niczego byś się już nie bał.
– Co to takiego?
– Największa karuzela zderzaków samochodowych na świecie, w dodatku bezpłatna!
Arthur wykorzystał postój na skrzyżowaniu z Van Ness Avenue, żeby otworzyć dach w kabriolecie. Zwijał się z potwornym zgrzytem.
– Nie jestem w stanie rozstać się z tym samochodem – powiedział Paul. – Cierpi na lekki reumatyzm, ale poza tym trzyma się całkiem dobrze.
Arthur opuścił szybę i wciągnął powietrze, które płynęło znad morza.
– Jak było w Paryżu? – zapytał z ciekawością Paul.
– Aż się roi od paryżanek!
– A paryżanki?
– Eleganckie jak zawsze!
– A ty i paryżanki? Miałeś jakieś przygody? Arthur przez chwilę milczał.
– Jeśli ci o to chodzi, to nie wstąpiłem do klasztoru.
– Mam na myśli poważne sprawy. Jesteś zakochany?
– A ty? – odpowiedział pytaniem Arthur.
– Samotny! Saab przetoczył się w Pacific Street, sunąc na północ miasta.
Przy skrzyżowaniu z Fillmore Paul zaparkował.
– Oto twój nowy home sweet home. Mam nadzieję, że ci się tu spodoba, ale jeżeli nie będzie ci tu dobrze, możemy dogadać się z agencją nieruchomości. Trudno wybierać za kogoś…
Arthur przerwał przyjacielowi – był pewien, że polubi to miejsce. Szli przez hol niewielkiej kamienicy, dźwigając bagaże.
Windą dotarli na trzecie piętro. Kiedy mijali w korytarzu drzwi opatrzone numerem osiemnaście, Paul wspomniał Arthurowi, że spotkał jego sąsiadkę, „piękność”, dorzucił szeptem, przekręcając klucz w zamku mieszkania naprzeciwko.
