– Pewnie zajmie się tym Straż Przybrzeżna, a potem przekaże sprawę FBI. To jednak potrwa kilka dni. Możesz to przyspieszyć, jeśli od razu zadzwonisz do federalnych. Właściwie nie rozumiem, czemu rozmawiasz ze mną, a nie z nimi.

– Nie mogę. W każdym razie nie teraz.

– Dlaczego? Oczywiście, że możesz. Nie powinnaś przychodzić do mnie. Idź z tym do FBI. Powiedz ludziom, którzy z nim pracowali. Oni od razu się tym zajmą. Na sto procent.

Wstała, podeszła do rozsuwanych drzwi i wyjrzała na przełęcz. Dziś smog był tak gęsty, że wyglądał, jakby się miał zapalić.

– Byłeś detektywem. Pomyśl tylko. Ktoś zabił Terry'ego. Nie mogła to być przypadkowa podmiana – bo to dwa różne leki, w dwóch różnych fiolkach. To zrobiono celowo. Więc następne pytanie brzmi: kto miał dostęp do jego leków? Kto miał motyw? Federalni najpierw przyjrzą się mnie i mogą już nie szukać dalej.

Mam dwoje dzieci. Nie mogę sobie na to pozwolić.

Odwróciła się i spojrzała na mnie.

– Ja tego nie zrobiłam.

– Jaki motyw?

– Po pierwsze, pieniądze. Polisa na życie z czasów, kiedy służył w FBI.

– Po pierwsze? Jest coś jeszcze? Wbiła wzrok w podłogę.

– Kochałam go. Ale mieliśmy problemy. Przez ostatnie kilka tygodni spał na łodzi. Pewnie dlatego zgodził się na ten długi czarter. Przeważnie wypływał tylko w jednodniowe rejsy.

– Jakie problemy? Gracielo, jeśli mam się tym zająć, muszę wiedzieć.

Wzruszyła ramionami, jakby nie znała odpowiedzi, ale potem zaczęła mówić.

– Mieszkaliśmy na wyspie, a ja już miałam tego dość. To nie żadna wielka tajemnica, chciałam, żebyśmy przeprowadzili się na ląd. Problem polegał na tym, że on przez tę pracę w Biurze bał się o dzieci. Bał się świata. Chciał chronić przed nim dzieci. Ja nie. Ja chciałam, żeby poznały świat, bo przecież muszą w nim żyć.

– I to wszystko?



11 из 285