– A przedtem? Jakie były jego ostatnie słowa?

Lockridge, próbując sobie przypomnieć, zaczął obgryzać paznokieć.

– Dobre pytanie. To chyba było wtedy, kiedy podszedł do re-lingu nad kokpitem i krzyknął, że przed zachodem słońca dopłyniemy.

– Ile to było czasu przed atakiem?

– Z pół godziny, może trochę więcej.

– Wyglądał wtedy normalnie?

– Tak, wyglądał zwyczajnie, jak to Terror, wiesz pan. Nikt by się nie domyślił, co się stanie.

– Byliście na łodzi już cztery pełne dni, tak?

– Tak. Ciasno trochę, bo w salonie spał pasażer. My z Terrym w forpiku.

– Czy przez cały czas widział pan, jak Terry bierze leki? Te wszystkie swoje piguły.

Lockridge energicznie potaknął.

– No pewnie, nic tylko je łykał. Codziennie rano i wieczorem.

Byliśmy razem na wielu rejsach. To był niemal rytuał, można by według tego nastawiać zegarek. Nigdy nie zapominał. I tym razem też nie zapomniał.

Zacząłem znów coś notować, żeby pozwolić mu gadać. Ale on i tak przerwał.

– Nie mówił czasem, że smakują inaczej albo że gorzej się po nich czuje?

– A, o to chodzi? Chcecie powiedzieć, że Terry wziął złe pigułki, i nie wypłacić odszkodowania? Żebym wiedział, w życiu bym z tobą nie gadał.

Zaczął podnosić się z ławy. Wyciągnąłem dłoń i chwyciłem go za ramię.

– Buddy, siadaj. Nie chodzi o to. Nie pracuję dla firmy ubezpieczeniowej.

Opadł ciężko z powrotem i zerknął na moją rękę, którą go przytrzymałem.

– To o co?

– Już wiesz o co. Sprawdzam tylko, czy ze śmiercią Terry'ego wszystko w porządku.

– Wszystko w porządku?

Zdałem sobie sprawę, że niefortunnie dobrałem słowa.

– Chcę powiedzieć, że sprawdzam, czy nikt mu nie pomógł.

Lockridge przyglądał mi się przez dłuższą chwilę, po czym powoli skinął głową.

– To znaczy, że ktoś mu tam czegoś dosypał czy coś?

– Niewykluczone.

Zacisnął szczęki ze stanowczością. Sprawiał wrażenie szczerego.



17 из 285