
Przybrzeżną, która wysłała dó nich helikopter ratunkowy. Zawieziono McCaleba do szpitala w Long Beach, gdzie uznano go za martwego w chwili przybycia.
Kiedy skończył mówić, pokiwałem głową, jakby potwierdził wszystko, co już słyszałem.
– Czy widział go pan, jak miał ten atak?
– No niezupełnie. Ale poczułem to.
– Jak to?
– Wie pan, był na górze, przy sterze. Ja siedziałem w kokpicie z pasażerem. Obraliśmy kurs na północ, do domu. Pasażer miał już dość wędkowania, więc nawet trolling schowaliśmy. Terry pędził na wprost, pewnie robił ze dwadzieścia pięć węzłów. Ja i Otto, znaczy się pasażer, siedzieliśmy na dole, a łódka nagle zrobiła zwrot o dziewięćdziesiąt stopni na zachód. Na otwarte morze, pojmuje pan? Tego nie było w planach, toteż polazłem na górę, wysadziłem głowę i zobaczyłem go zgarbionego nad kołem. Miał atak. Podszedłem do niego, żył, ale człowieku, był już na ostatnich nogach.
– Co pan zrobił?
– Kiedyś byłem ratownikiem. Na Venice Beach. Jeszcze pamiętam, jak się robi reanimację. Zawołałem Ottona na górę i zabrałem się do Terry'ego, a Otto sterował łodzią i wołał Straż przez radio. Mimo moich starań Terry cały czas był nieprzytomny, ale pompowałem go i pompowałem, aż pojawił się helikopter. Trochę im to czasu zajęło.
Zapisałem coś w notesie. Nie żeby to było ważne, ale chciałem, by Lockridge widział, że traktuję go poważnie i wszystko, co uważa za istotne, jest również dla mnie istotne.
– Ile czasu minęło, zanim przylecieli?
– Dwadzieścia, dwadzieścia pięć minut. Nie jestem pewien, ale jak się komuś robi sztuczne oddychanie, wydaje się, że to trwa całe wieki.
– Tak. Każdy, z kim rozmawiałem, mówił, że zrobił pan, co tylko mógł. Czyli on w ogóle nic nie powiedział. Po prostu upadł przy sterze.
– Tak jest.
