
Mówiąc jej przez telefon „dobranoc”, poczułem się samotny. Przez dwa tygodnie byłem w Vegas i Maddie ciągle mnie widywała. Odbierałem ją ze szkoły, przyglądałem się, jak pływa w basenie, parę razy robiłem jej kolację w kawalerce, którą wynajmowałem nieopodal lotniska. Na noc, kiedy jej matka grała w pokera w kasynach, zabierałem ją do domu i kładłem spać, zostawiając pod opieką niani, która z nimi mieszkała.
Byłem w jej życiu kimś nowym. Przez pierwsze cztery lata nigdy o mnie nie słyszała ani ja o niej. Na tym polegało i piękno, i trudy tej więzi. Ojcostwo spadło na mnie jak grom z jasnego nieba, syciłem się nim i z całych sił starałem się być dobrym tatą. Maddie zaczęła nagle mieć dodatkowego opiekuna, który pojawiał się i znikał, a także dodatkową porcję przytulania i dodatkowy całus w czoło. Wiedziała jednak, że ów mężczyzna, który niespodziewanie wkroczył w jej świat, przynosił jej matce ból i łzy. Eleanor i ja staraliśmy się przy niej nie dyskutować, nie rzucać ostrymi słowami, ale ściany mają uszy, a dzieci, jak się okazuje, są najlepszymi detektywami. Po mistrzowsku tłumaczą sobie ludzkie uczucia.
Eleanor Wish skryła przede mną najważniejszą z tajemnic. Córkę. W dniu, kiedy w końcu mi ją przedstawiła, pomyślałem, że świat wreszcie nabrał sensu. W jej ciemnych oczach, takich jak moje, widziałem zbawienie dla siebie.
